| |
Nie
lubię country. Tak jak nie trawię hip-hopu, świadków Jehowy, ojca
dyrektora czy LPR'u, tak też nie lubię muzyki country. Czemu o tym
marudzę? A no dlatego, iż niestety z taką muzyką mamy tu poniekąd do
czynienia mimo, że pan Scott Broderick - mózg THE LINDBERGH BABY
zapewniał mnie w "mejlu", że "Hoodwinked" to rewelacyjny i bardzo dobry
neo / dark folk. Cóż... widać, mamy nieco odmienne zdanie w kwestii "neo-folku".
Z tego co wiem, "Hoodwinked" jest debiutem tego kwintetu w skład którego
wchodzi m.in. nikt inny jak sam pan Michael Moynihan, którego raczej nie
ma sensu przedstawiać prawda? Niestety THE LINDBERGH BABY niczym
szczególnym mnie nie ujął, jak wspomniałem na początku mamy tu w
zasadzie rasowe amerykańskie country, z gitarą akustyczną, skrzypeczkami
oraz specyficznym, charakterystycznym wokalem pana Scotta. I mimo, że
większość utworów utrzymanych jest w średnich i wolnych tempach, to
trzeba przyznać, że niczym szczególnym "Hoodwinked" nie zachwyca. Gdzie
niegdzie pojawia się także kobiecy wokal (wyjdę teraz na seksistę, ale
to właśnie zdjęcia dwóch uroczych niewiast są najładniejsze na tej
płycie:)), ale niestety mimo moich najszczerszych chęci i prób
kilkukrotnego przebrnięcia przez ten materiał za każdym razem THE
LINDBERGH BABY mnie usypiał i nieco irytował - szczególnie maniera
wokalna lidera grupy. Nie wiem, może jestem zbyt wybredny ostatnio, ale
"neo / dark folk" prezentowany przez Amerykanów ma się tak do dobrej
muzy jak ja do malarstwa artystycznego czyli nijak. Szczytem żenady jest
przedostatni "Media Boss" - zaczynający się jakże oryginalnym wstępem: "Eins!,
zwei!, drei!, vier!" przechodzącym w szybkie, taneczne country z
dodatkiem gitary elektrycznej... Naprawdę strasznie przeciętne to
wszystko, a chwilami nawet słuchając THE LINDBERGH BABY stanął mi przed
oczyma stary western z Johnem Wayne przemierzającym amerykański step na
koniu... Niestety "Hoodwinked" do mnie kompletnie nie trafił, nie jest
to po prostu moja muzyka więc z pozytywnej recenzji nici i nie zmienia
tego fakt udziału legendy pana Moynihan'a. Jeśli lubicie klimaty
"Pikniku Country" to zakupcie sobie ten album, jednak reszcie miłośników
typowego neofolkowego grania szczerze odradzam THE LINDBERGH BABY. |
|