| |
Pomimo, że nudzi mnie
ostatnimi czasy niemiecki neofolk, akurat do STURMPERCHT mam pewnego
rodzaju słabość. I tak jak kolejne niemieckojęzyczne klony DEATH IN JUNE
wywołują u mnie w najlepszym wypadku znużenie, tak wieści o nowych
wydawnictwach STURMPERCHT zawsze przyjmuję z zainteresowaniem.
Nie da się jednak ukryć, że nie jest to jakieś moje widzimisię, bo
obiektywnie rzecz biorąc zespół ten wyróżnia się z germańskiej
neofolkowej masy. Nie jest to nudne akustyczno-wokalne plumkanie na
jedno kopyto. Weźmy choćby właśnie takie "Geister im Waldgebirg",
najnowszą produkcję STURMPERCHT. Obok klasycznych neofolkowych ballad
mamy tu też skoczne, wesołe pieśni, a nawet kawałek w stylu psychodelii
lat siedemdziesiątych ("Riesenbruder"). Nastrój zmienia się często - raz
człowiek popada w zadumę, aby za chwilę zapragnąć wychylić kufel
bawarskiego piwa i posadzić sobie na kolanach jakąś dziewoję i
uszczypnąć ją w tyłek. Przepraszam, zapędziłem się... Choć może nie do
końca, bo kolejną z zalet STURMPERCHT jest łatwo wyczuwalny dystans do
swojej muzyki. Proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie są jakieś wygłupy,
tyle że po prostu tam, gdzie niektórzy są śmiertelnie poważni (a w
efekcie niezamierzenie śmieszni), STURMPERCHT puszcza oko. Na płycie
udział wzięło również kilkoro znamienitych gości (WALDTEUFEL,
ALLERSEELEN, SANGRE CAVALLUM) i na pewno każdy z nich pozostawił swoje
piętno na "Geister im Waldgebirg".
Fajna płytka. Może trochę za długa, bo 70 minut niemieckiego neofolku,
to dla mnie nawet w wykonaniu STURMPERCHT zbyt męcząca dawka. Ale w
mniejszym natężeniu to bardzo przyjemne doświadczenie. Zwłaszcza przy
browarze. |
|