| |
Ładne
to, nawet bardzo ładne. Pochodzący z Francji STURM uraczył nas krótko
mówiąc bardzo ciekawym i udanym debiutem, co bardzo mile mnie
zaskoczyło. Obawiałem się nieco tego albumu, gdyż w ostatnim czasie mamy
coraz więcej pseudo-militarnych grajków, z czego spora część to żenująca
kopia znanych i cenionych grup, ale w tym przypadku jest inaczej.
"Le Prix..." to bowiem bardzo interesująca i wciągająca muzyczna podróż
przez opustoszałe pole walki. Mamy tu jednak bardziej do czynienia z
obrazami po bitwie, gdy dym i kurz już opadły... Całość utrzymana w
konwencji symfonicznego dark ambientu z wybijającymi rytm kotłami,
stukającymi werblami, delikatną melodią sprawia, iż naprawdę bardzo miło
się tego albumu słucha. Nie ma tu bombastycznych, potężnych uderzeń ani
innych tym podobnych elementów, za to doskonale zaaranżowany i
przemyślany materiał, który nastraja do zadumy, refleksji,
melancholii...
Wszystkie dziewięć kompozycji jest utrzymanych na tym samym wysokim
poziomie i sprawia, że każdy dźwięk płynący z głośników ma tu swoje
miejsce. Czasem więcej klawiszowych, nastrojowych pejzaży ("Interlude
II"), chwilami bardziej orkiestralnie ("L'exode"), symfonicznie ("Terrorisme"
- mój faworyt) ale zawsze niezwykle spójnie i z pomysłem. Szczerze
mówiąc p przesłuchaniu tego materiału parę razy trudno mi było uwierzyć,
że jest to debiut STURM, gdyż dawno już nie słyszałem tak spójnego i
mądrze stworzonego albumu. Ja osobiście chylę czoła przed twórcą i życzę
aby następne krążki były tak samo dobre co "Le Prix...". Nie słyszałem
ostatnich pozycji WOP, ale ten album jest z całą pewnością jednym z
najmocniejszych i najjaśniejszych punktów w katalogu tej firmy. Jak
lubicie LES JOYAUX DE LA PRINCESSE to założę się że polubicie też STURM.
Ładne to, nawet bardzo ładne... |
|