| |
O ile
mnie moja znajomość francuskiego nie myli, tytuł tej płyty znaczy ni
mniej ni więcej tylko "Powrót z okopów". Wiemy już więc z jaką muzyką
mamy do czynienia - to swoista mieszanka neoklasyki i martial pop w
całkiem przyzwoitym, acz nie rewelacyjnym wydaniu.
STORM OF CAPRICORN to młody, ale już dosyć uznany w militarnych kręgach
projekt. "Retours des tranchees" to ich ostatnie "pełnometrażowe"
wydawnictwo, które ukazało się pod banderą argentyńskiej Twilight
Records. Najmocniejszym punktem tego krążka są wokale Serge'a i Celine.
To na nich opiera się cała płyta i tak naprawdę bez nich nie zostałoby
wiele ciekawego. Jak się okazuje, Francuzi chyba po prostu mają do tego
talent, bo to kolejny po DERNIERE VOLONTE projekt gdzie wokale stoją na
tak wysokim poziomie. W ogóle zauważyłem w kilku miejscach w sieci
porównania STORM OF CAPRICORN do zespołu Geoffroy'a, lecz wydają mi się
one mocno przesadzone. Muzyka Serge'a i Celine nie jest tak przebojowa,
za to bardziej monumentalna. No i to jeszcze nie ta sama klasa, choć na
pewno STORM OF CAPRICORN jest na dobrej drodze. Ale w wielu momentach
czuć jeszcze pewną nieporadność kompozycyjną. Pewne motywy są
rozciągnięte ponad miarę, a uwaga słuchacza gdzieś umyka. Jednak jak
czas pokazał Francuzi sukcesywnie się rozwijają, bo już na wydanej przez
Beast Of Prey "Jamie" prezentującej bardziej "ambientalne" oblicze STORM
OF CAPRICORN jest w tej kwestii zdecydowanie lepiej. Także wspomniane
przeze mnie wcześniej wokale powinny być chyba trochę bardziej
wyeksponowane, ale to już kwestia gustu. "Retours des tranchees" nie
jest może płytą w której zasłuchiwałbym się godzinami, ale trudno uznać
czas spędzony przy niej za stracony. W tym projekcie czuć spory
potencjał, który, podejrzewam wkrótce eksploduje z pełną siłą. Zresztą
już na "Jamie" słychać spory postęp. Aż boję się myśleć co będzie dalej. |
|