| |
Sześćdziesiąta rocznica wybuchu
Powstania Warszawskiego stała się dla wielu zespołów pretekstem do
złożenia muzycznego hołdu uczestnikom tamtych wydarzeń. Podczas, gdy w
ogólnopolskich mediach triumfy ze swoim poświęconym tamtym wydarzeniom
albumem święci LAO CHE, kilku artystów z całej Europy zaangażowało się w
może nie tak głośną, ale nie mniej wartościową inicjatywę. Chodzi o
serię "63 Days", w której na winylowych epkach swoją interpretację
tragicznych wydarzeń z 1944 roku przedstawiają m.in. A CHALLENGE OF
HONOUR, CAWATANA, DER FEUREKREINER, COLD FUSION, KRĘPULEC czy STAHLWERK
9 o którym kilka słów poniżej.
Płytka STAHLWERK 9 ukazała się w serii jako druga w kolejności. Tym
razem otrzymujemy tu coś zgoła innego od pierwszej, neoklasycznej części
"63 days" za którą odpowiedzialny był A CHALLENGE OF HONOUR. Całość
rozpoczyna pieśń powstańcza "Wierzby płaczące", która jednak szybko
przechodzi w muzykę do jakiej STAHLWERK 9 zdążył nas przyzwyczaić,
choćby na "Oradour". Choć tym razem jest mroczniej i bardziej
industrialnie - mamy tu do czynienia z zapętlonymi plamami (kojarzącymi
się trochę z twórczością LES JOYAUX DE LA PRINCESSE), słuchając których
bez problemu można sobie wyobrazić dramat powstańców. Podobnie zbudowany
jest utwór numer dwa, który rozpoczyna fragment nadawanej z Londynu
audycji, mówiącej o udanym ataku oddziału Armii Krajowej na niemiecki
komisariat policji. Później znowu minimalistyczne, lecz pełne grozy
dźwięki, które wieńczy fragment kolejnej pieśni, tym razem "Pałacyku
Michla".
Bardzo lubię STAHLWERK 9, więc i tym razem nie czuję się zawiedziony.
Starannie dobrane sample (do tego akurat Reinhard zdążył już nas
przyzwyczaić), ciężki, duszny, pobudzający wyobraźnię klimat, oraz sama,
godna pochwały idea powodują, że jest to bez wątpienia produkcja godna
uwagi. |
|