| |
Moje największe odkrycie
2006 roku. Bułgarski SHRINE wyskoczył jak diabeł z pudełka i z miejsca
zawładnął moim sercem... i odtwarzaczem. Mówię wam, za kilka lat ten
projekt będzie wymieniany razem z największymi...
"The Final Asylum" to drugie wydawnictwo Hristo, lecz pierwsze wydane na
CD. Wcześniej w formie mp3 ukazał się album "Harmony, Bliss, Rust",
który można za darmo ściągnąć ze strony wytwórni Mirakelmusik (mirakelmusik.se).
Jak już wspominaliśmy w wywiadzie, płyta ta to pięć historii o świecie
żelaznych roślin i mechanicznych ptaków. Nierzeczywistym, wyciszonym w
swym huku, czekającym na cichy koniec pod umierającymi sztucznymi
słońcami. I faktycznie, nietrudno znaleźć tu elementy organiczne, jak i
mechaniczne, przeplatające się ze sobą, przenikające, tworzące jeden
żywy organizm, hybrydę istoty biologicznej i maszyny. Na początku, chyba
trochę z rozpędu, nazywałem tę muzykę dark ambientem. Po wielu
przesłuchaniach "The Final Asylum", stwierdzam, że ten trochę
ograniczający przedrostek "dark", nie jest tu konieczny. To nie jest
jakoś specjalnie "mroczna" płyta. Niepokojąca, owszem, ale w bardziej
subtelny sposób niż np. szereg produkcji CMI. Wystarczy posłuchać
znamiennie zatytułowanego, trzeciego w kolejności "The Cellular Gardens
of the New Eden". Tu tylko pozornie panuje błogi spokój i atmosfera
tytułowego Edenu. Bo czyż te ćwierkające ptaki nie brzmią cokolwiek
sztucznie? Jakby ów Nowy Eden był Ostatnim Azylem ludzkości, zniewolonej
przez maszynę, chcącą jedynie uspokoić, omamić człowieka tylko po to aby
go ostatecznie zniszczyć.
Uwielbiem czwarty numer zatytułowany "Unnatural Way". W anime "Ghost in
the Shell" była taka sekwencja, gdzie na tle nastrojowego podkładu
muzycznego ukazana jest panorama Tokio przyszłości. Kompozycja SHRINE
kojarzy mi się właśnie z widokiem z lotu ptaka wielkiego, być może
ostatniego miasta na dogorywającej Ziemi. Gdzie więcej jest maszyn niż
ludzi, a życie w takim sensie jak my je pojmujemy, powoli lecz
nieubłaganie odchodzi w zapomnienie.
Tak, czuć na tej płycie fascynację, ale i strach przed przyszłością,
przed coraz większą technologizacją społeczeństwa. Słyszę tu wpływy
mistrzów "organicznego" ambientu, ale również dostrzegam inspiracje BAD
SECTOR (choćby w ostatnim utworze). Całość jest niesamowicie świeża,
oryginalna, doskonale brzmiąca, chwilami po prostu porywająca. Wiem, że
ta recenzja wyszła mi trochę chaotycznie i patetycznie, ale nie potrafię
na chłodno pisać o takich dziełach. Cudo! |
|