| |
Widać nie wszystkie
projekty pochodzące ze Szwecji muszą mieć coś wspólnego z CMI.
SHADOWLIGHTS, za którym stoi niejaki F. Andersson pochodzi właśnie z
kraju trzech koron i nie będzie chyba niespodzianką stwierdzenie, że
prezentuje nam mroczny i ponury dark ambient - wystarczy spojrzeć na
okładkę płyty lub przejrzeć tytuły kawałków. Recenzja będzie krótka,
podobnie jak zawartość ów krążka - raptem trzy utwory dające nieco ponad
15 minut muzy.
Całość "Pandemonium my order" to nastrojowy, oparty przede wszystkim na
klawiszach dark ambient z delikatną melodią w tle oraz gdzie niegdzie
wykorzystanymi kotłami, które jednak pojawiają się w śladowej ilości. Od
razu trzeba otwarcie powiedzieć, że żądnej rewelacji tu nie ma, muzyka
delikatnie płynie i uatrakcyjnia ją momentami męski bardzo niski wokal
deklamujący jakieś zaklęcia - czyżby lekkie podchody pod COPH NIA?? Mimo
to całość jest bardzo wtórna, nie ma tu nic oryginalnego, czegoś co
sprawiłoby, abym na dłużej zatrzymał się przy dokonaniach SHADOWLIGHTS.
Wszystkie trzy kompozycje są bliźniaczo wręcz do siebie podobne,
momentami muzyka pana Anderssona "śmierdzi" nieco wczesnymi dokonaniami
ARCANA, tak więc możecie już mieć obraz tego, co można znaleźć na
"Pandemonium my order". Nastrojowe, smutne i klimatyczne 15 minut muzy,
która jakoś do mnie nie przemówiła. Nie za bardzo rozumiem też o co
chodziło twórcy w drugim kawałku "Absinthe And Rain..." gdzie to dwa
razy w trakcie utworu po dwóch minutach muzyki mamy minutę kompletnej
ciszy. Jeśli miało to za zadanie stworzyć mroczniejszy klimat, to
zupełnie nie wyszło.
Ogólnie mówiąc bardzo wtórny jest to materiał, pozbawiony oryginalności
i własnego stylu, co sprawia że całość wlatuje jednym uchem i wylatuje
drugim, a więc nie ma co zaprzątać sobie głowy "Pandemonium..." na
dłużej. Przeciętniactwo i nic poza tym. |
|