| |
To naprawdę nie zdarza się często. Po kilkukrotnym,
wnikliwym przesłuchaniu, podchodzę do swego odtwarzacza i włączam płytę
jeszcze raz, …i jeszcze; do tego wszystkiego jestem dumny, iż twórca
dzieła tak rewelacyjnego pochodzi z tego samego kraju, co niżej
podpisany. Jednak coś potrafimy. "Deora" to przebłysk geniuszu.
Elegancki, drewniany boks kryje dwa krążki o niebywałym potencjale.
Misternie zbudowane struktury dźwiękowe, w których nie brakuje
bliskowschodnich akcentów oraz rzetelnie dobranych sampli, zabierają w
podróż zaiste egzotyczną. Wspominając o akcentach bliskowschodnich nie
mam bynajmniej na myśli klimatów typu Muslimgauze. Elektronika
najwyższej próby połączona z brzmieniami instrumentów z tamtymi stronami
się kojarzących. Całość zdecydowanie rytmiczna, pozbawiona zbędnej
według mnie, w tym przypadku, monotonii. Rukkanor to niewątpliwie talent
olbrzymiej klasy, diament, który manifestując się pod postacią "Deora",
nadał sam sobie szlif. Słyszałem kilka porównań tego materiału do
twórczości Dead Can Dance. Nie do końca się z tym zgadzam (może przez
brak wokali, a może przez zwykłą, wrodzoną przekorę), jednak
niewątpliwie coś w tym jest. Płyta, powiem to raz jeszcze, rewelacyjna,
wymykająca się szufladkom i kanonom i nadzwyczaj jasno lśniąca na
poletku polskich eksperymentów dźwiękowych. W zasadzie nie nazwałbym jej
eksperymentem – to dopracowany do końca i "zapięty na ostatni guzik"
koncept! Szczerze polecam wszystkim, którzy poza zgiełkiem i chaosem
lubią zagłębić się w dźwięki bardziej harmonijne i "ułożone". A
twórcy tej płyty kłaniam się w pas. |
|