| |
Tak, nazwa tego
projektu w stu procentach odpowiada charakterowi samej muzyki.
Pięknej niczym róże, mającej w sobie pewnego ancestralnego ducha
jak starożytne ruiny oraz pełnej uczuć, romantycznej niczym para
kochanków. Nie ulega wątpliwości, że pochodzący z Rzymu projekt
ROSE ROVINE E AMANTI stworzył najlepsze dzieło, nazwijmy to
ogólnie, dark/neofolkowe w roku 2006.
Od początku uwagę zwracają charakterystyczne wokale mózgu
włoskiego projektu, czyli Damiano Mercuriego. Być może nie
dysponuje on jakimiś wspaniałymi warunkami głosowymi, na pewno
jeszcze wiele nauki przed nim, ale słuchając uczucia z jakim
Damiano wyśpiewuje kolejne frazy naprawdę łatwo zapomnieć o
jakichś technicznych niedociągnięciach, które zwyczajnie schodzą
na bardzo daleki plan. Natomiast sama muzyka choć bardzo
urozmaicona, przez cały czas trwania płyty przesiąknięta jest
charakterystycznym śródziemnomorskim klimatem. Po trochę za długim
intro otrzymujemy 'Perso nel Cuore di una Foresta nella Germania (Nature
is the Profane of Grace)' - pierwszy znakomity numer na tym
albumie. Rozpoczyna się cicho, spokojnie. Prym wiodą tu dźwięki
mandoliny oraz przejmujący śpiew Damiano. Im bliżej końca, tym
jednak dramatyczniej - świetnie budowany jest klimat w tym
utworze. A każdy następny wcale nie ustępuje poprzedniemu. Może z
wyjątkiem "Famiglia!" w którym to Mercuri rezgnuje z wokali na
rzecz Holgera i Suzanne z BELBORN. Niestety odbija się to na
jakości utworu - wyszło typowe, nudnawe, neofolkowe granie. Poza
tą małą wpadką wciąż jest jednak doskonale. Weźmy taki 'Noi non
Dimentichiamo (2 Novembre 2004)' dedykowany pamięci Theo van Gogha
- holenderskiego reżysera zamordowanego przez arabskiego fanatyka
w 2004 roku. Kompozycja ta nieodmiennie kojarzy mi się z muzyką
Ennio Morricone - niekoniecznie tą znaną ze spaghetti-westernów,
ale z takim np. "Once upon a time in America" jak najbardziej. A
już na pewno bardziej niż choćby ostatni album SPIRITUAL FRONT.
Poza tym wyróżniłbym jeszcze dwa ostatnie utwory: 'Adorazione
dell'Europa (Where is Europa?)' i 'Aachen (Holy Roman Imperium)'.
Ten pierwszy to cover utworu VON THRONSTAHL, nagrany zresztą przy
udziale Josefa K. To niesamowity, spokojny, ale podszyty pewnym
podskórnym niepokojem numer, w środku na kilkanaście sekund
rozerwany gniewnym, brutalnym zrywem. Damiano śpiewa tu nieco
inaczej niż w pozostałych utworach. Chwilami przypomina mi wręcz
wyczyny wokalisty MY DYING BRIDE. Natomiast ostatni fragment "Rituale
Romanum" to przepiękna dziesięciominutowa kompozycja poświęcona
wizycie Damiano Mercuriego w Aachen. Mieszają się tu języki
angielski, francuski, niemiecki a całość przepełniona jest
tęsknotą za czymś dawno utraconym...
Jak cała płyta. Piękna płyta. Oby więcej takich w 2007 roku. |
|