| |
ROME jest obecnie
jednym z najciekawszych projektów sceny neofolkowo-militarnej, a
płyta "Berlin" jest absolutnym tego dowodem. Jerome stworzył
muzyczną przestrzeń, w której zderzają się ze sobą nastrojowość i
brutalność, a z owego starcia rodzi się prawdziwe piękno.
Wizja świata zawarta na krążku nie należy jednak do zbyt
optymistycznych. Człowiek jawi się jako istota niedoskonała i
naznaczona piętnem upadku. Jest samotny i wyobcowany, żyje w
ciągłym lęku. Wojna odbiera złudzenia, miłość przeplata się ze
śmiercią. Dość dekadencko.
Właściwie wśród tych sześciu utworów nie ma ani jednego słabego
kawałka. Zaczyna się mrocznie i chłodno, momentami przypomina
wczesne COPH NIA. Głęboki, niski głos Jerome przerywają co jakiś
czas agresywne okrzyki. Całość robi niesamowite wrażenie i sieje
pewien niepokój.... Niczego nie możemy być pewni, prawda zostaje
podważona, a karabiny nieustannie napełniają się nabojami. Na
koniec otrzymujemy spokojny, fortepianowy, iście filozoficzny
utwór, wobec którego trudno pozostać obojętnym. Zmusza do
refleksji nad kierunkiem, w jakim zmierzamy i stawia pytanie - czy
człowiek, istota tak słaba, jest jeszcze w stanie być
sprawiedliwym.
"Berlin" to fenomenalna płyta. Bardzo refleksyjna, ale zarazem
jest w niej pewna przebojowość. Wszystkie utwory wpadają w ucho i
ciężko się od nich uwolnić.
Czekam z niecierpliwością na więcej. |
|