| |
Polska to
dziwny kraj, skoro na ogół w muzyce mamy do czynienia albo z
totalnym rarytasem albo z totalną beznadzieją. Brakuje środka, a
takim środkiem może być album "Red World" projektu RED MOTH.
Wydawnictwo fajnie wydane pod względem graficznym, tektura po
rozłożeniu staje się krzyżem z doklejoną okładką i wkładką.
Albumy sygnowane łatką gatunkową harsh noise, czy też power
electronics, dają mi do myślenia. Czy jest ktoś jeszcze w stanie
stworzyć coś nowego, świeżego? W tym przypadku brakuje tego novum,
aczkolwiek RED MOTH prezentuje dość wysoki poziom buczenia,
hałasowania, gdzie nie ma miejsca na choć strzępy rytmiki. Zamysł
albumu dotyka problematyki cywilizacji konsumpcji, zbyt szybkiego
rozwoju kosztem planety, przyrody. Siedem utworów, niczym siedem
dni tygodnia, każdy dający nową lekcje, lecz RED MOTH jako
nauczyciel to belfer brutalny, nie patyczkujący się, nie
posiadający filtra, który uchroniłby słuchacza przed
konsekwencjami, które daje jego lekcja.
Chwilami zbyt duży ogrom przesterów, burczeń, szumów i
ekstremalnego hałasu, sprawiał, że miałem ochotę wyciągnąć z
odtwarzacza płytę. Brakuje mi na tym albumie zmian, wszystkie
utwory są do siebie podobne, poza tym dostrzegam zbyt duże
podobieństwo do projektów typu SLOGUN, a nawet do polskiego
BRANDKOMMANDO.
Ogólnie uważam "Red World" za ciekawy album i mimo
jednowymiarowego brzmienia płyty liczę, że niebawem pojawi się
kolejna płyta sygnowana logiem RED MOTH. |
|