| |
Byłem
niedawno na koncercie kapeli tytułującej swoją muzykę "jazz ambientem z
elementami noisu". Nazwy nie pamiętam, nie potrafiłem jej zresztą
wymówić, pamiętam za to, że przy przesłuchaniu recenzowanego albumu
pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że chłopaki z tamtego zespołu
mogliby się wiele od PROJECT:A nauczyć. Nie będę ukrywał, że drugie
wydawnictwo tego fińskiego projektu niezmiernie mi się podoba. Pierwszy
utwór oparty jest na jazzowej perkusji i gitarach na pierwszym planie.
Oprócz tego w tle słychać rożne mniej lub bardziej elektryczne
przeszkadzajki. Nastrój utworu zmienia się przez cały czas, od totalnego
szału przez akustyczne odprężenie, kończąc się ciszą. Kolejny utwór
wciąga od samego początku. Genialny rytm porywa od pierwszych dźwięków i
na długo pozostaje w głowie (sam złapałem się na tym że nieświadomie
wybijałem go nogą przez cały dzień ;)) Po chwili wchodzi trąbka która
przewija się już do samego końca, nadając utworowi pewnej lekkości,
wyrywającej słuchacza ze zgiełku dźwięków. Rewelacja. Ostatni numer to
ambient w rytualnych klimatach. Spokojne dźwięki w towarzystwie bębnów
są odpoczynkiem po wcześniejszych, dynamicznych utworach. Album polecam
fanom ULVERA z okresu Perdition City i dwóch wydanych potem EPek.
Świetny zarówno na wieczorne wędrówki po mieście, jak i w kontakcie z
naturą. Dałbym 9 ale wierzę, że przy wzrostowej tendencji zasłuży na nią
następny album Finów. Klikać i ściągać, bo to jeden z najjaśniejszych
punktów Kaos Ex Machiny. |
|