| |
Po bardzo długim okresie wahania, w końcu wzięłam tę płytę do ręki.
Odpychała już sama okładka - ohydna pokrwawiona laleczka w stylu Korna z
powbijanymi w ciało igiełkami. Na niej karteczka z napisem "Trabalno de
Macumba";) W tle oczywiście piekielne ognie. Otwieram książeczkę -
członkowie zespołu z różańcami w buzi i krzyżami w łapkach. Sister Mege,
Brother Vlad, Dark Messenger i Apostle Niwt - wszyscy w mrocznym make up
i równie "demonicznych" strojach.
Cóż, chyba powinnam zacząć od tego, że tego typu płyty powinny być
recenzowane w
innych magazynach, zajmujących się dark elektro, no ale skoro już
przyszło mi się zmierzyć z PECADORES spróbuje jakoś scharakteryzować ich
muzykę. Jakimś tam wyróżnikiem dla ich muzycznych poczynań są
pojawiające się raz na jakiś czas dźwięki kongo. Pyza tym mamy tutaj
totalnie sztampowe dark elektro spod znaku HOCICO, momentami VELVET ACID
CHRIST. Mocny rytm, tandetne elektroniczne wstawki, zdarty, poobklejany
filtrami głos Dark Messengera. Muzyka przy której można by ewentualnie
gdzieś tam potańczyć na imprezie, ale próby słuchania jej w domu to
udręka. Teksty po angielsku i brazylijsku. Tematyka nie zaskakuje.
Śmierć, kościół, krew... Większość tekstów wykrzyczana: "wake up!!! wake
up!!! I don't wanna have cancer again!!! I don't wanna loose my leg
again!!! Im late! I know!!! I gotta pay!! :)))
Naprawdę można się pośmiać. I chyba to, że płyta przez swoją totalną
groteskowość bawi jest jej jedynym atutem. Po naprawdę niełatwym
przesłuchaniu 15 utworów stwierdzam, że jest to idealna muzyka, jaką
można by puszczać więźniom w ramach kary. |
|