| |
W
okresie dynastii Edo w Japonii narodził się zwyczaj znany jako
hyakumonogatari. Wśród nocy setka samurajów zbierała się w pomieszczeniu
oświetlonym setką świec i każdy z nich opowiadał historię o duchach; z
każdą opowieścią gaszono jeden płomień, a wraz ze zdmuchnięciem
ostatniego z nich pośród ciemności i ciszy pojawiała się dusza zmarłego.
Obyczaj ten był testem odwagi, miał też mieć moc uwolnienia błąkającej
się zjawy.
Dziś samuraje nie gromadzą się już w miejscu rozjaśnionym setką
migotliwych ogników, a hyakumonogatari stało się tylko grą towarzyską.
Głos duchom błąkającym się w poprzemysłowym, naznaczonym piętnem rozpadu
świecie daje za to na płycie zatytułowanej "Black Paper" Paranoia
Inducta. To pejzaż opustoszałych hal fabrycznych, zrujnowanych budynków,
opuszczonych ciemnych zakamarków, gdzie wśród wilgotnych ścian cienie
zmarłych snują swoje opowieści. Industrialny rytm, sprzężenia i szmery
łączą się z tradycyjną japońską melodią, niekiedy, jak w "Graveyard of
Honour" wspartą chóralnym zaśpiewem. Zwielokrotnione szepty nakładają
się na odgłos poruszonych przeciągiem - czy też może widmową ręką? -
trybów korodującej maszyny, słychać suchy grzechot przetaczanych wiatrem
śmieci, nad wszystkie te elementy wybija się dźwięk fletu, w pierwszym
momencie wzmagając jedynie
poczucie pustki i osamotnienia, by po chwili, już akompaniując
dołączającemu głosowi, wprowadzić postępujący powolnym rytmem korowód
cieni.
Chwilami mamy wrażenie, że przypadkiem szukając częstotliwości,
trafiliśmy na rozmowę duchów, niesioną falami eteru, rozmowę, która
wciąga, nie pozwalając odejść od odbiornika.
Urzekł mnie ten album, będący efektem współpracy dwóch znakomitych
artystów. Warto wsłuchać się w ten szept. |
|