| |
ONE FOR JUDE
pochodzące z Francji, kraju wielkich muzyków, poetów… ale które do
nich nie należy. Przykre ale prawdziwe.
Całość opracowana na smętnym romantyczno-neoklasycznym motywie
prowadzącym, opracowanym na klawisze. Utwory pozbawione życia,
wokalnie jednostajne z minimum wysiłku i zmian. Wydaje się iż brak
im było pomysłu, wydawnictwo pasujące na ostatni kontraktowy album
dla wytwórni w której nie chce się wydawać. Minimalnie
zainteresowały mnie drugi i trzeci utwór, bardziej energiczne
lecz z dozą nostalgii. Mimo iż ONE FOR JUDE to neofolk z
domieszką nor-popu to "Helice" jako całość wypada blado przy
innych reprezentantach nurtu.
Nie rozumiem zamieszczania ostatniego utworu który jest zapisem
koncertowym pierwszego, który w obu wersjach jest po prostu słaby.
Na domiar złego wersja koncertowa ma jakość nagrań setnej
kopiowanej w domu kasety sprzed 20 lat. Ludzie, taka muzyka wymaga
czystości bo sam zwątpiłem czy nie przygłuchłem.
Nie lubię oceniać cudzej sztuki wtedy gdy mi się nie podoba, bo
mogę zostać uznany za sadystę, zarzuca mi się krótkowzroczność,
ale naprawdę są to cztery utwory które można sobie odpuścić.
Wtórność, mierna jakość, brak pomysłu, jednostajność to nie jest
dobrze. |
|