| |
Kolejna płyta Ordo
Rosarius Equilibrio to kontynuacja muzycznej ścieżki, jaką już jakiś
czas temu obrał Tomas Pettersson. Pomimo tego, że niczym nie zaskakują,
udało im się nagrać album na wysokim poziomie, od którego ciężko się
oderwać. "Apocalips" to trzynaście nastrojowych kompozycji, w których
dominują klawisze i gitara akustyczna.
Monodeklamacje obdarzonego pięknym, niskim głosem Tomasa łączą się z
neoklasycznymi dźwiękami. Rewelacyjnie sprawdzają się operowe wstawki,
nadające kompozycji jeszcze większego smaku. Pomimo tego, że twórczość
ORE przenika nieustannie seksualność, to raczej nie ma tutaj mowy o
miłości. Jest za to pożądanie, namiętność, dążenie do przyjemności,
przeplatające się z bólem i cierpieniem. Kochankowie nie stronią od
grzechu, nie obce są im okrucieństwo i zbrodnia. Szaleństwo ogarniające
ludzi prowadzi w coraz mroczniejsze zakamarki jaźni. Często pojawia się
temat śmierci, rychłego końca świata. W kawałkach takich, jak "I think
about Germany and the end of the world", czy "Who stole the sun from its
place in my heart" słychać inspiracje Death in June, choć nie jest to na
szczęście rażące. Najbardziej wyróżniają się jednak utwory takie, jak
rewelacyjny, wyrywający ze świata złudzeń utwór " Hell is my refuge - a
golden dawn for a Judas kiss", czy "Let the words of murder be the last
words you hear", w którym ciężkość i potężne dźwięki przenikają
delikatne, nastrojowe klawisze. W obydwu utworach pojawia się też trochę
więcej brudu i hałasu, choć to cały czas ta sama, dobrze nam znana z
poprzednich albumów stylistyka.
Całość została bardzo dobrze skomponowana, nastroje odpowiednio się
przenikają, nie ma nużących momentów i aż chce się słuchać tej płyty od
początku do końca, gdyż tworzy wciągającą opowieść, z której nie łatwo
byłoby cokolwiek wykreślić. "Apocalips" to bez wątpienia płyta, którą
miłośnicy klimatów Ordo mogą kupować bez zastanowienia. Na pewno się nie
zawiodą. |
|