| |
Hiszpański O Paradis wraca z nowym i,
nie waham się tu użyć tego słowa, pięknym albumem zatytułowanym "La Boca
Del Infierno".
W "Ustach piekieł" jak rzadko kiedy wyczuwalne jest pochodzenie muzyków.
I wcale nie chodzi tu li tylko o język w jakim wyśpiewywane są teksty.
Sam klimat płyty jest wybitnie "południowy", śródziemnomorski, kojarzący
się ze słońcem, winnicami i błogostanem w jaki wpada się podczas sjesty
w upalny dzień. Muzyka płynie wolno, leniwie wylewa się z głośników,
wprowadzając właśnie w taki spokojny, wyciszony nastrój, potęgowany
dodatkowo przez wokale Demiana obdarzonego wyjątkowo ciepłą barwą głosu.
Ale to tylko jedna strona medalu. Album, wbrew temu co mogłoby wynikać z
powyższych słów, wcale nie jest łatwy do słuchania. To nie samograj,
który wpada w ucho za pierwszym przesłuchaniem. Całość jest okraszona
masą psychodelii, tak jakby podczas tworzenia płyty muzykom oprócz
czerwonego wina towarzyszyły również halucynogenne substancje, których
legalnie raczej się nigdzie nie kupi. Dodatkowo tu i ówdzie porozrzucane
są elementy rodem niemal z industrialu, tak że za pierwszym
przesłuchaniem "La Boca Del Infierno" może odrzucić.
Jednak z każdym następnym słuchacz odnajduje coraz to nowe elementy,
ukryte smaczki, a cały pozorny chaos zanika i uszom naszym ukazuje się
wielce przemyślana, misterna, kojąca konstrukcja, w której każdy element
ma swoje miejsce. Trochę szkoda, że płyta jest taka krótka, trwa
niewiele ponad pół godziny. Ale emocjami na niej zawartymi można by
obdzielić jeszcze z pięć albumów.
"La Boca Del Infierno" urzeka. Dajcie jej tylko szansę. |
|