| |
Northaunt już na dwóch pierwszych płytach zaprezentował nam bardzo
specyficzną muzykę, odcinającą się nieco od ciężkich i mrocznych
klimatów skandynawskiej sceny ambientowej. Tutaj mieliśmy mgliste i
chłodne nordyckie krajobrazy, pełne otaczających nas, hipnotycznych
dźwięków. Swoisty hymn o dalekiej, mroźnej, jakże surowej i pięknej
zarazem przyrodzie. Siedzieliśmy na skraju lasu, w mglistym poranku, na
zroszonej rosą trawie, a opadająca mgła odkrywała gęste, szare chmury,
przecinane przez szczyty leżących niedaleko gór. Takie właśnie obrazy
tworzy w naszym umyśle Northaunt. Byłbym więc niepocieszony, gdyby nowa
płyta okazała się inna, ale zarazem zawiedziony, gdyby była po prostu
kopią swych poprzedniczek. Tak się na szczęście jednak nie stało, a
najnowsza płyta "Horizons" to najlepsze dzieło skandynawskiego artysty.
Nowy album jest zdecydowanie cięższy od poprzednich i dużo bardziej
mroczny i ponury, nadal jednak pozostaje w stworzonym przez Northaunt
stylu. Otacza nas atmosfera melancholii i smutku, a natura wokół
pokazuje swoją mroczną stronę. Widzimy jak świt bladym światłem zaznacza
kolejny rozdział w księdze życia. Chmury leniwie snują się na jesiennym
niebie okrywając senne krajobrazy. Krążymy samotnie, po nocnym lesie
czując spojrzenia istot, które są tu od zarania dziejów. Gdzieś wśród
szczytów fiordów podziwiamy dzieło natury, która jest tu siłą najwyższą
i musimy okazać jej szacunek. Płyta jest piękna i magiczna, z każdym
przesłuchaniem ujawnia jakiś nowy szczegół, hipnotycznie wodzi nas
pośród szumu wiatru. Obok tej płyty nie sposób przejść obojętnie.
Wywiera ogromne wrażenie, a każdy, kto marzy, aby choć na chwile
przenieść się tam, do tych odległych, nordyckich krain i stać się
jednością z otaczającą naturą powinien oddać się dźwiękom tej wspaniałej
płyty. |
|