| |
Zimno i chłód, dryfujące kry
lodowe, falująca sennie powierzchnia lodowatej wody, dalekie
arktyczne wody gdzie Natura objawia po raz koleny swoją magię. W
takie to miejsca zabiera nas Peter Andersson płytą "Drifting In
Motion". Choć od premiery płyty minęło dużo czasu, nie straciła
nic na swojej magii i pięknie, bo co tu dużo mówić, dobra muzyka
się nie starzeje, i czy płyta była wydana rok czy dwadzieścia lat
temu, jeśli jest dobra, to nie ma to znaczenia. A jest to
wyjątkowo dobra płyta, póki co chyba moja ulubiona NECROPHORUS'A
(póki co, albowiem nie słyszałem jeszcze najnowszej płyty "Imprints").
Już od samego początku witają nas lekkie melodie, a w tle
zaczynają grzmieć przetworzone odgłosy Natury, która jest motywem
przewodnim NECROPHORUS'A. Cały album jest bardzo spokojny, choć
zdarzają się mocniejsze momenty (zwłaszcza przeraźliwie zimny
utwór "Frost".), pełen płynących melodii i wypełniających tło
dźwięków. Momentami słyszymy szum morza, kiedy indziej kapiącą
wodę i metaliczne dzwonki, kiedy indziej stukot kamieni, niczym
przesuwające się podwodne masy, a jeszcze indziej śpiew
wielorybów. Zwłaszcza ten ostatni, na tle zapętlonych,
hipnotycznych dźwięków okraszony delikatną, zawieszoną melodią
robi ogromne wrażenie. Jest to bardzo relaksująca płyta, spokojna
i wyciszająca, jakże odmienna od niesłychanie mrocznego i
ciężkiego RAISON d'ETRE. Naprawdę łatwo zanurzyć się w te mroźne
dźwięki i odnaleźć spokój, podziwiając oddalone mroźne pejzaże. |
|