| |
Wrotycze pozostają w dobrej
komitywie z wszystkimi Peterami Anderssonami tego świata. Najpierw
płyta BOCKSHOLM dwóch Anderssonów, teraz NECROPHORUS jednego z
nich, a w kolejce czeka nowy album FROZEN FACES drugiego
Anderssona, który aby odróżnić się od kolegi, każe się nazywać
Lina Baby Doll. No, ale nie o nim traktować ma ta recenzja, a o
Peterze Anderssonie, znanemu też jako Peter Andersson, człowieku
stojącym za RAISON D'ETRE, ATOMINE ELEKTRINE i jeszcze 34 innymi
projektami, wśród których znajduje się także NECROPHORUS.
Już ze 100 razy pisałem to tu to tam, że "Drifting in Motion"
NECROPHOROUSA, to dla mnie jedna z najpiękniejszych ambientowych
płyt w ogóle. Długo czekałem na "Elinros", który mimo wszystko
okazał się rozczarowaniem. Nie straciłem jednak wiary w ten
projekt i z nie mniejszym zniecierpliwieniem wypatrywałem kolejnej
płyty NECROPHORUS. I w sumie tak trochę po cichu, bez szumnych
zapowiedzi, ale jest. "Imprints", płyta rzekomo inspirowana
krajobrazami Islandii.
Muzycznie mamy tu trzy długie utwory, zatytułowane kolejno "Variation"
I do III, z czego drugi faktycznie jest wariacją na temat
pierwszego, a III to improwizacja "live in studio". No i tak
słucham, słucham sobie "Imprints" i nie wiem co myśleć. Z jednej
strony to fajna, stojąca na wysokim poziomie muzyka, ale z
drugiej... zbytnio przypomina mi to ostatni album ATOMINE
ELEKTRINE, "Nebulous". Trochę to brzmi jakby podczas prac nad "Nebulous"
Peterowi nagrało się trochę za dużo materiału, zdecydował więc
dodać nieco "organicznych" dźwięków i wydać resztę jako "Imprints".
Mimo to, to wciąż bardzo miły w odsłuchu ambient, w którym
elementy charakterystyczne dla NECROPHORUS (swego rodzaju,
lekkość, zwiewność dźwięków) przeplata się z fascynacją tuzami
elektroniki w stylu TANGERINE DREAM.
"Imprints" to dobry album, choć nie da się ukryć, że "Drifting..."
nie zostało przebite. Płytę otrzymujemy w gustownym kartoniku,
opatrzonym ładną grafiką. Trochę szkoda, że sam krążek CD lata
luzem, nie ma żadnej kopertki ani niczego o co można by go
zaczepić. Poza tym jednak to kolejne udane wydawnictwo Wrotycz
Records i z niecierpliwością czekam na kolejne. |
|