Materiał który mam przyjemność recenzować składa się z 9 kompozycji, za którymi stoi
Kanadyjczyk Reuel Ordonez, a wydany został przez Walnut Locust w limicie 500 kopii.
Dźwięki tworzone przez Maggot Breeder powstały w głównej mierze za pomocą gitar,
odpowiednio przesterowanych i zmodyfikowanych. Jeżeli lubicie mroczny ambient w
połączeniu ze spokojnym, stonowanym, i lekkim podkładem noise'owym to płyta ta
przypadnie wam do gustu.
Począwszy od pierwszych sekund kanadyjski twórca serwuje nam płynące, stopniowo
rozwijające sie i nakładające się na siebie ścieżki dźwiękowe. Wszystko oparte jest
na stonowanych szumach, mrocznych dźwiękach, dziwnych odgłosach wypełniających tło,
co buduje ciekawy oraz niepokojący klimat, gdzieniegdzie przyprawiający o ciarki.
Czuć tu głębię, a zarazem pewną sterylność. Początkowo album może nudzić, jednak
podczas kolejnych przesłuchań przyciąga. Jest to idealny soundtrack do słuchania w
nocy, kiedy wszystkie światła gasną, a naszym najostrzejszym zmysłem staje się
słuch. Zdecydowanym faworytem jest kompozycja 4 zatytułowana "Ghosts have warm
hands", niezwykle mroczna, nasuwająca skojarzenia z genialnym jak dla mnie Aghast
czy chociażby Archon Satani. Całość nie jest zbytnio odkrywcza czy nowatorska, ale
nie przeszkadza to w delektowaniu sie tymi dźwiękami.