| |
Włosi z LILY'S PUFF
powracają z nową klimatyczną płytą. Rewelacyjnie wpasowała mi się
w deszczowy wieczór za oknem. Słuchając jej nie mogłam się oprzeć
wrażeniu, że spaceruję po opustoszałym z powodu późnej pory
mieście, a deszcz leniwie uderza o parasolkę. Płytę otwiera
nostalgiczne "Prelude", w którym delikatne dźwięki stanowią
melancholijne tło dla pięknego duetu Marka i Elisabetty Mauro... A
potem jest tylko jeszcze bardziej klimatycznie i miło.
Elektroniczne dźwięki mieszają się gitarą, wokal prowadzi pustymi
ulicami pogrążonego we śnie miasta. Swego rodzaju dysonansem,
paradoksalnie wpasowującym się w konwencję, jest utwór "City
Lights" wprowadzający odrobinę niepokoju do tej nocnej ciszy. Moim
zdecydowanym faworytem na płycie stał się krótki, instrumentalny "Kitchen
Element", zagrany w całości na fortepianie. Jest słodki, piękny i
absolutnie genialny w swojej prostocie, przy czym pojawia się
dwukrotnie i jest czymś w rodzaju interludium. Jednym słowem
najnowsza płyta LILY'S PUFF jest dziełkiem dość miłym w odbiorze,
idealnym na długie, deszczowe wieczory. |
|