| |
Bardzo byłem ciekaw tej
płyty. Bardzo byłem ciekaw co wyjdzie z ponownej kolaboracji Johana
Koniga, założyciela A CHALLENGE OF HONOUR, oraz Petera Saveukoula,
obecnego mózgu tego projektu. Johan porzucił ACOH jakiś czas temu i
wyjechał do Nowego Jorku. Teraz wrócił i ponownie zwarł szyki z Peterem
aby nagrać "Unpolitical Alchemy". Dzieło na miarę "Wilhelma Gustloffa"
jednak nie powstało. Wcale to jednak nie znaczy, że to płyta zła. Nic z
tych rzeczy. To po prostu skrajnie inna muzyka niż ta zawarta na
krążkach A CHALLENGE OF HONOUR.
Pierwsze skojarzenie - ULVER z czasów "Perdition City". To prawie ten
sam klimat uzyskiwany bardzo podobnymi środkami. Sporo tu rytmicznej,
ale dosyć spokojnej elektroniki. Czasem robi się bardziej dynamicznie,
ale nad całością panuje melancholijny i stonowany nastrój. Gdybym był
uczęszczającym do modnych klubów metroseksualnym japiszonem, rzekłbym,
że to bardzo "chill-outowa" płytka. Ale ponieważ nie jestem ograniczę
się tylko do stwierdzenia, że wyjątkowo trafne wydają się tu
spostrzeżenia wydawcy, który pisze, że to idealny album do słuchania
podczas długich przejażdżek samochodem po pogrążonym we śnie wielkim
mieście (czyli właściwie w Polsce takie korzystanie z "Unpolitical
Alchemy" nie ma racji bytu). Zresztą sam Johan dedykuje ten krążek
Nowemu Jorkowi oraz jego mieszkańcom. Podobieństw od A CHALLENGE OF
HONOUR właściwie nie zauważyłem. Na upartego można się gdzieś tam
doszukać w paru momentach melodyki charakterystycznej dla obecnego
projektu Petera, ale w sumie to wszystko bardzo odległe i luźne
skojarzenia. Jak już pisałem bliżej tu do "Perdition City" ULVERA i
choćby ILDFROSTA z "2-pole drift". Dla miłośników tych znakomitych
albumów to pozycja obowiązkowa. |
|