| |
"Kenji
Siratori ma na swoim koncie cała masę wydawnictw: autorskich
albumów oraz przeróżnych splitów czy kolaboracji min. z takimi
projektami jak Arbeit!, Dead Man's Hill, Nordvargr czy Paranoia
Inducta. Niezwykle trudno jest zapoznać się z cała dyskografią
tego japońskiego projektu, gdyż co chwilę wychodzą nowe pozycje
sygnowane KS. Świadczy to o wielkiej kreatywności i zaangażowaniu
twórcy w to co robi. Muzycznie Kenji Siratori porusza się w
stylistyce cyber, nosie, industrial, ambient i punk. Stara się
łączyć, kombinować, tym samym tworzyć nową jakość.
Płyta która od paru dni dewastuje moje narządy słuchowe jest 2
albumem tego japońskiego twórcy wydanym pod szyldem Skullline, i
niestety została okrojona do limitu 50 kopii.
Dźwięki jakie znajdują się na tym krążku to bardzo dobry harsh
nosie, z elementami ambientu a całość można usytuować gdzieś z
okolicach wydawnictw CMI. Muszę przyznać iż słucha się tego
wyśmienicie. Od samego początku z głośników wydobywa się szumiący
hałas, zmieniający swoje natężenie, gęstość i barwę. W każdym z
utworów mamy nakładające się na siebie ścieżki przesterowanych
zgrzytów, zmodyfikowanych głosów, a nawet mroczne, elektroniczne
tła. Niema tu żadnych zbędnych rytmów, melodii, czy słodkich
dźwięków. Na uwagę zasługuje kompozycja IV trwająca ponad 16
minut. Pod względem muzycznym można ją zakwalifikować do mrocznego
noise'owego ambientu.
Płyta ta jest swoistym wirusem 21 wieku, który swoją hałaśliwą
formą zaraża słuchacza, nie dając mu najmniejszych szans na
ucieczkę i przeżycie. Jest to wirus stworzony przez maszyny chcące
zawładnąć człowiekiem, i tym samym doprowadzić do jego
niewolnictwa. Osoby lubujące się w harsh nosie w mrocznej formie,
mogą czuć się najbardziej zagrożone i podatne na tę że chorobę. |
|