| |
A cóż to za cudo?
Gdy dostałem przesyłkę z Hong Kongu (taka, tak, nie pomyliłem się)
i wypadł z koperty ten box naprawdę przez parę ładnych minut
wpatrywałem się w to cudo. Mamy tu bowiem digipack formatu A5 z
trzema płytami CD oraz obszerną książeczką na temat projektu i
samego wydawnictwa, a całość dodatkowo jeszcze opatrzona specjalną
obwolutą. Kurcze, skąd tam w Hong Kongu mają kasę na takie
wydawnictwa? Wygląda to bowiem naprawdę PIĘKNIE.
No ale do rzeczy. "ISSIN 1988-2006" to zbiór niepublikowanych jak
również zremasterowanych i ponownie nagranych kompozycji
chińskiego projektu JACK OR JIVE, który to w ciągu 20 lat ma na
swoim koncie bardzo wiele albumów, splitów, kompilacji itd.
Projekt był wydawany m.in. przez francuski Prikosnovenie, czy też
White Rabbit Records więc o czymś to świadczy.
"ISSIN..." składa się z trzech części: "Dark", "Light" oraz "Outside"
a łącznie mamy tu ponad 3 godziny muzy więc słuchać jest czego.
Jako, że trudno było by mi opisać całość, postaram się przybliżyć
pokrótce każdą z trzech części osobno.
CD I - "Dark"
13 kompozycji, które wchodzą w skład tej płytki, to jak sama
nazwa wskazuje utwory utrzymane w nieco bardziej mroczniejszym i
tajemniczym stylu JACK OR JIVE. Na specjalną uwagę zasługuje
czwarty w kolejności "Solitary" - niezwykle tajemniczy, dark
ambientowy utwór, przekształcający się z czasem w potężny, pełen
wybijających rytm kotłów utwór. Chwilami skojarzenia np. z
SEPHIROTH mile widziane. Dalej jednak jest już nieco inaczej. Mamy
tu nastrojowe, nieco melancholijne kompozycje z delikatnym
kobiecym wokalem. Jeśli lubicie połączenie nastrojowego dark
ambientu z elementami dark wave to na pewno "łykniecie" tą płytkę.
Momentami jest naprawdę mile i nastrojowo, idealnie muzyka pasuje
na "soundtrack" do kolacji przy świecach w towarzystwie urodziwej
niewiasty.
CD II - "Light"
Druga część "ISSIN..." przynosi nam z kolei o wiele bardziej
nastrojowe, łagodniejsze i chwilami wręcz romantyczne oblicze JACK
OR JIVE. Poszczególne kawałki wypełnione są uczuciem i ciepłem,
które bije wręcz z muzyki grupy. Mimo t jednak nie brakuje też
nieco bardziej melodyjnych i rytmicznych elektronicznych kawałków
- "Star", w dalszym ciągu z przewijającym się kobiecym wokalem.
Miło się tego słucha i chwilami można wpaść w bardzo przyjemny,
nieco nostalgiczny klimacik. Muzyka co prawda nie jest
skomplikowana w żaden sposób, podstawa to klawiszowo -
elektroniczne struktury z gdzie niegdzie obecnym delikatnym beatem
i nic ponadto, ale nie jest to absolutnie zarzut pod adresem
grupy. Chwilami nieco bardziej gotycko, romantycznie,
nastrojowo... Tak właśnie wygląda ta płytka. Całkiem fajne i miłe
dla ucha jednym zdaniem.
CD III - "Outside"
Ostatnia i najbardziej pokręcona płyta na koniec. Co prawda
początek to delikatne, klawiszowe rytmy, ale z czasem muzyka
przybiera postać bardziej eksperymentalnej i awangardowej z dużą
domieszką elektroniki. Szczerze mówiąc ta część najmniej mi
przypadłą do gustu, chwilami odnoszę wrażenie, jakby zamieszczone
tu kompozycje pochodziły z odrzutów ale może się mylę. Całość jest
naprawdę nieźle zakręcona - od awangardowych kompozycji, poprzez
pseudo-rockowe utwory, kawałki bardziej akustyczne po klimatyczne,
delikatne kobiece zawodzenia. Naprawdę rozrzut jest spory, ale
mimo wszystko da się tego słuchać.
Podsumowując, ja osobiście uważam tego typu płyty z tak
egzotycznych krajów jak Hong Kong jak swoistą ciekawostkę
muzyczną. Trzeba jednak oddać, że muzyka chwilami naprawdę broni
się sama i potrafi zauroczyć i wciągnąć słuchacza. Polecam, bo
poszerza horyzonty i warto mieć to w swojej kolekcji. Co prawda
nie wiem, czy jest szansa w naszym kraju zdobyć to cudo, poza tym
cena zapewne może przerazić, ale do odważnych świat należy. |
|