| |
Dość dawno nie gościła w moim
odtwarzaczu płyta z gatunku ostrego i niestrawnego power
electronics. No ale jeśli ma się pod ręką do przesłuchania stosy
kolejnych płyt BRANDKOMMANDO to przychodzi chwila, że chce się
odpocząć od tego typu grania.
Opisywany właśnie GRIEFER pochodzi z Kanady i z tego co udało mi
się wyszperać cieszy się już uznaniem wśród maniaków hałaśliwej
muzy za oceanem oraz ma już na koncie występy na żywo w swoim
kraju. Płytka "Brute Force" została wydana przez nieznany mi
osobiście label Deterrent Industries i poświęcona jest najogólniej
mówiąc zagrożeniami i niebezpieczeństwem korzystania z Internetu.
Cóż, to chyba pierwszy album z takim konceptem, no ale czego to
ludzie nie wymyślą...
Muzycznie natomiast mamy tu osiem ytworów, tak jak wspomniałem na
początku utrzymanych w klimatach ostrego harsh noise / power
electronics. Mamy zatem całą masę przesterowanych dźwięków
niekiedy "przyozdobionych" o jakieś bardziej industrialne
rytmiczne stukoty oraz rzecz jasna ostry wokal wwiercający się w
narządy słuchu. Ogólnie "Brute Force" przynosi nam nieco ponad 40
minut ostrej, hałaśliwej jazdy w bardzo dobrym stylu. Każdy z
utworów nie jest co ważne chaotyczny i muzyka nie zlewa się w
jeden wielki hałas, lecz całość zrobiona jest z głową dzięki czemu
nie męczy. Widać tu silne inspiracje twórczością chociażby
BRIGHTER DEATH NOW (szczególnie słuchając czwartego utworu), ale
jak dla mnie nie jest to w żadnym wypadku minus. Co prawda GRIEFER
nie niesie za sobą żadnych rewelacyjnych czy odkrywczych rzeczy,
ale mimo wszystko myślę, że każdy fan noise / power electronics
będzie usatysfakcjonowany z tego albumu. Jak dla mnie jeden z
ciekawszych "antymuzycznych" albumów jakie ukazały się w tym roku.
Dodam jeszcze, że płyta została wydana w bardzo eleganckiej
czarnej rozkładanej tekturce ze srebrnymi nadrukami, co jest
kolejnym atutem do sięgnięcia po "Brute Force", chociaż pewnie w
naszym kraju może być z tym problem... Tak czy owak pełna
rekomendacja! |
|