| |
Na wstępie od razu
zaznaczę iż maksymalnie trudna i popieprzona jest to płyta, można by
nawet powiedzieć, że kompletnie nie pasująca do stylistyki wydawniczej
Punch. W skład opisywanego właśnie krążka wchodzi 19 kompozycji, które
jak widnieje w tytule stanowią zbiór różnych nagrań z lat 1984-2001
grupy DUSTMUFFIN & THE ALUMINUM CANS. Szczerze przyznam się, iż nie
dotarły do mych uszu wcześniej jakiekolwiek informacje o tym zespole,
tak więc niezmiernie byłem ciekaw, co też prezentuje sobą grupa z ponad
20-letnim stażem. To jednak, co "wylało" się z tego krążka przeszło moje
najśmielsze oczekiwania, gdyż na dobrą sprawę na "Essential..." możemy
znaleźć praktycznie wszystko! Tak, tak - wszystko. Od post rockowo -
gitarowych kawałków, po elementy jakby jazzowe, trip hopowe,
elektroniczne, awangardowe a nawet hip hopowe!!! Tak, tak nie pomyliłem
się, ani nie włączyła mi się żadna stacja radiowa - hip hopowe!! Nie
dałem rady przebrnąć przez ten krążek od początku do końca - przykro mi,
ale nie dałem rady. Całość jest tak popieprzona, tak pokombinowana i
wymykająca się poza wszelkie normy, iż podejrzewam, że tylko najbardziej
wytrwali przebrną przez to, co prezentuje DUSTMUFFIN & THE ALUMINUM CANS.
Przyznam szczerze, że kompletnie nie rozumiem, co kierowało Tairym -
włodarzem Punch, że zdecydował się wydać ten materiał. Co prawda,
chwilami przy słuchaniu "Essential Recordings 1984-2001" robi się nawet
nieco ciekawie, ale po chwili znów docierają do nas elementy rockowo -
gitarowe (jak chociażby w "I don't care, Witch"). I tak na przemian -
raz jest awangardowo i eksperymentalnie a po chwili ostro i rockowo.
Jednak, im dalej zagłębiamy się w ten krążek jest jeszcze bardziej...
hmm dziwnie. Utwór "Accordian Song" - totalnie wesoły i taneczny wręcz
kawałek z akordeonem w roli głównej (typowe lata 80-te). Jedziemy dalej
- "Diagnostics" - jakaś chora elektronika sprzed wielu, wielu lat... "Niceboy"
- wspominany już kawałek hip hopowy - joł, joł i wszystko jasne... No
ręce opadają...
Cóż mam zatem więcej dodać? Ten album jest ciężki i pokręcony niczym
drut kolczasty - do mnie to kompletnie nie przemówiło i coś czuje, ze do
wielu miłośników wydawnictw Punch także nie przemówi. Pozycja polecana
wyłącznie baaaardzo otwartogłowym. |
|