| |
"Dec(a)dance" wydane
w 2007 roku to efekt pracy francuskiego projektu Dolls of Pain.
Melodyjne i rytmiczne dźwięki sprawiają, że jestem skłonna
bardziej zaszufladkować ten projekt do electro niż do industrialu
czy EBM’u, jak wypowiadają się fani na ich stronie.
Pierwsze dźwięki na płycie zapowiadają coś naprawdę
interesującego, industrialne odgłosy przemieszane z elektroniką,
brak wokalu, tworzy to bardzo miły klimat. Jednak płyta zmienia
się wraz z utworami, już kolejny „Inside” to typowe electro
z lekkim harsh’owym wokalem, nie jest zły, lecz też nie zachwyca.
„New god”,
na samym
początku piorunujące wrażenie robi sampl, który także pojawia się
w połowie utworu. Jednak poza nim, nie ma tu nic szczególnego,
ładne i do posłuchania, jednak już bez większej ilości „smaczków”.
Mniej więcej w tym miejscu
odechciewa mi się słuchania, jestem praktycznie przekonana, że już
niczym ciekawym nie są w stanie mnie zaskoczyć. Jednak „Forgotten
dream” miło mnie zdziwiło, ma w sobie coś na tyle
energetyzującego, że ma ochotę słuchać się dalej. Ciekawie
poprowadzone ścieżki dźwiękowe i idealnie dopasowany wokal.
„Why?”
tytuł mówi sam za
siebie, tyle, że moje pytanie brzmi „dlaczego ten utwór znalazł
się na płycie?”. Odnoszę wrażenie, że jest ona nagrana dość
sinusoidalnie. Kiedy już zdążę nastawić się pozytywnie, kolejny
utwór wyprowadza mnie z tego stanu. Mimo wszystko, skoro zaszłam
już tak daleko, brnę w kolejne utwory…
„Donjon” –
świetny! Słychać skrzypiące drzwi, kroki w pustej przestrzeni,
hałasy, pukanie i krzyki. Dźwięki muzyki przerywają jęki konającej
osoby. Szybko wczuwam się w ten klimat, jednak niestety jest to
najkrótszy z utworów na płycie i po chwili docierają do mnie
dźwięki „Résigné” - szybki i dość brutalny jak na tą
płytę, jednak mi to odpowiada, przyjemnie się słucha, na pierwszy
plan wysuwają się gitary w świetnym brzmieniu. Wokal w rodowitym
języku, również plusuje w tym przypadku. „Sworn enemy”,
jeżeli w jakimś utworze można odszukać elementy EBM’u to zapewne w
tym, jednak wymieszane z syntetycznymi dźwiękami, zupełnie nie
przemawia do mnie, wręcz mam ochotę przesunąć suwak odtwarzacza i
przejść do kolejnego.
„Into my head”
na jednej z
linii melodycznych słyszę Suicide Commando, czekam na element
zaskoczenia… brak. „Join pain” - jeśli byłaby taka
kategoria, to powiedziałabym że to „ładne electro”, z kilkoma
wyszukanymi dźwiękami i samplami, to utwór przy którym „rusza się
noga”. Nic tu generalnie nie przeszkadza, wszystko jest na swoim
miejscu. „Electrolude” - czuję się trochę ja na placu
zabaw pegazusa, bardzo syntetycznie, utwór ratują sample,
prawdopodobnie z jakiegoś filmu, w stylu fetish, słychać uroczy
kobiecy głosik i uderzanie pejczem o skórę. I byłby to koniec
gdyby projekt Dolls of Pain nie zaszczycił nas trzema bonusami.
„Dominer - BakXIII remix”, „Dominer - Bran Terror koncept”, „Dominer
- A cold night mix (by Mesmer's Eyes)” -
nie ukrywam, że na koniec spodziewałam się czegoś szczególnego,
jednakże zawiodłam się. Typowe electro, częściowo z deklamacją po
francusku, częściowo z harsh’ową wokalizą czy chórkami. |
|