| |
To płyta na którą czekałem od
wielu miesięcy. Wypatrywałem kolejnych newsów, obgryzałem
paznokcie ze zniecierpliwienia, setki razy odsłuchiwałem sample
pojawiające się na Myspace...
W końcu jest. "Seven Sorrows". Zawsze jest tak, że jeśli
oczekiwania względem czegoś są nazbyt wygórowane, konfrontacja z
rzeczywistością okazuje się bolesna i nieprzyjemna. Nie tym razem
jednak.
Johan Levin zafundował nam podróż do jądra smutku. Począwszy od
zdobiących płytę zdjęć Birthe Klementowski (po raz kolejny świetna
robota, choć "Seven Pillars" :GOLGATHA: nie zostało przebite)
przez tytuł albumu, na muzyce skończywszy. To wciąż DESIDERII
MARGINIS jaki znamy i kochamy. Nastrojowe, ambientowe pasaże, tu i
ówdzie porozsiewane industrialne zgrzyty i szumy... Każdy utwór ma
jednak swój własny charakter, to nie jest jedna wielka zlewająca
się w jedno ambientowa masa, jak to często w przypadku takiej
muzyki bywa. Johan wypracował charakterystyczny styl, udoskonalany
jednak z każdym następnym wydawnictwem. Podobnie jak z każdym
następnym wydawnictwem Szwed stara się wprowadzić coś nowego.
Poprzednio była to gitara akustyczna. Tym razem czymś świeżym są
doskonale komponujące się z całością melodeklamacje... Właśnie -
wracając do gitary akustycznej - trochę się obawiałem, że Johan,
zachęcony zachwytami krytyki, oprze cały album na dźwiękach tegoż
instrumentu tak, że powstałaby jakaś hybryda ambientu i neofolku,
czego akurat po DESIDERII MARGINIS bym sobie nie życzył. Na
szczęście nic z tych rzeczy. Gitara pojawia się jeszcze rzadziej
niż na "That which is Tragic and Timeless", ale kiedy już ją
słychać, to po prostu szczęka opada. Wystarczy posłuchać choćby
pierwszego, wspaniałego "Constant like a Northern Star", aby
zrozumieć o co mi chodzi. Poza tym to wciąż ten sam klimat do
którego Johan nas przyzwyczaił, muzyczne odzwierciedlenie szarych,
pochmurnych dni, kiedy stoisz przy oknie z papierosem w ustach,
patrzysz na bezlistne drzewa i zastanawiasz się nad sensem
ciągnięcia tego wszystkiego... Choć tym razem słyszę w paru
miejscach nawiązania do "Deadbeat" a nawet "Songs over Ruins", to
już nie jest dark ambient, to zbyt wąskie określenie. Nowa płyta
DESIDERII MARGINIS to po prostu kwintesencja muzycznej
melancholii. |
|