| |
Nie będę owijał w bawełnę i od razu
powiem, że w moim mniemaniu uczeń Johan Levin już dawno przerósł mistrza
Petera Anderssona. Podczas gdy stojący za RAISON D'ETRE Peter, po
wydaniu dość przeciętnej "Requiem for abandoned
souls", zarzucił na jakiś czas swój podstawowy projekt (nie licząc
różnego rodzaju reedycji), tak Johan z Desiderii Marginis tworzy nowy
materiał niemal jak w transie, a każda następna płyta jest przynajmniej
o klasę lepsza od poprzedniej. A między "Strife" a "That which is tragic
and timeless" ta przepaść jest jeszcze większa - choć zapewne wypełnia
ją album "The ever green tree" wydany w międzyczasie przez Kaostethik,
którego, przyznam szczerze, nie dane było mi usłyszeć.
Co pierwsze rzuca się w oczy w przypadku najmłodszego dziecka Johana
Levina to kapitalna oprawa graficzna, sama w sobie będąca małym dziełem
sztuki, świetnie uzupełniająca zawartość krążka. A muzyka? To wciąż dark
ambient, ale podany wyjątkowo świeżo a chwilami wręcz porywająco. Pewnym
novum są tu partie gitary akustycznej dodające niespotykanej jak na ten
gatunek dynamiki i przestrzeni. Wystarczy posłuchać choćby drugiego w
kolejności, wspaniałego "Still Life", aby zdać sobie sprawę jak trafne
było to posunięcie.
Chyba na dobre zniknęły już z twórczości Johana elementy sakralne.
Muzyka Desiderii Marginis stała się jakby bardziej..."miejska",
oczywiście na swój darkambientowy sposób. Kojarzy mi się z kompletnie
opuszczonymi uliczkami wielkiego miasta, po których już od lat nikt nie
stąpał. Tu wciąż działająca, lecz nikomu niepotrzebna sygnalizacja
świetlna, tam targany wiatrem strzęp starej gazety... Trzy ostatnie
utwory opuszczają metropolię i kierują słuchacza w mroczne, niezbadane
dotąd rejony. Być może do samego piekła, gdzie jak nam Johan udowadnia,
można również odnaleźć miłość... Fantastyczna produkcja, towarzysząca mi
niemal dzień w dzień już od paru miesięcy. Wystawiłbym dychę, ale muszę
sobie zostawić pole manewru, bo co jeśli kolejna płyta znów przebije
poprzednika? |
|