<%@ Language=VBScript %> BEAST OF PREY - DARK MUSIC MAGAZIN  ::  d a r k   a m b i e n t  ::  i n d u s t r i a l  ::  n o i s e  ::  d a r k w a v e  ::  p o w e r    e l e c t r o n i c s  ::  n e o f o l k

ENGLISH VERSION
 
 
:: NOWOŚCI ::
:: KONCERTY ::
:: RECENZJE ::
:: WYWIADY ::
:: ARTYKUŁY ::
:: GALERIA::
:: MAGAZYN ::
:: RELACJE ::
:: KONKURSY ::
:: PLEBISCYT ::
:: LINKI ::
:: KONTAKT ::
 
     
     
   
     
projects

:

 DER BLUTHARSCH

title :

 "When Did Wonderland End?"

format :

 CD 2005

label :

 WKN Rec.

 contact :

 www.derblutharsch.com

     
     
 

Miałem ostatnio spore problemy z zabraniem się do jakiejkolwiek recenzji. Nie wynikało to bynajmniej z jakiejś "niemocy twórczej". Powód był o wiele bardziej prozaiczny. Podczas ostatnich kilku tygodni właściwie nie słuchałem innych płyt. Tylko tej jednej. Nowej produkcji DER BLUTHARSCH. "When did wonderland end".
Płytę otwiera fragment "Lili Marleen" w wersji "pozytywkowej", a potem zaczyna sie niezła jazda. Albin Julius i spółka wznieśli się na wyżyny swoich możliwości i nagrali płytę znakomitą. Faktem jest, że różni się ona diametralnie od starszych albumów, zawiera raczej darkrockowe piosenki niż monumentalne hymny, ale w żadnym przypadku nie uważam tego za wadę. Wręcz przeciwnie, muzyka Austriaków stała się bardziej chwytliwa i przebojowa, można wręcz powiedzieć, że hit goni hit. Ale ten jakże charakterystyczny dla DER BLUTHARSCH klimat wciąż pozostaje ten sam. Wielką siłą "When did wonderland end" są znakomite wokale, zarówno męskie jak i kobiece. Również bogactwo użytych instrumentów robi wrażenie - gitara akustyczna, basowa, skrzypce, akordeon to tylko czubek góry lodowej. A wszystko komponuje się ze sobą idealnie, utwory są przemyślane, nie za długie, kończące się dokładnie w tym momencie kiedy powinny. Chwilami przypomina mi to niektóre piosenki DAVIDA BOWIE, czasem bardzo wczesne SISTERS OF MERCY, ale całość kipi tak niesłychaną energią o jakiej dziadkowie David i Andrew mogliby tylko pomarzyć. Wystarczy posłuchać choćby takiego kawałka numer 9, galopującego niczym muzyka w filmach opowiadających o Dzikim Zachodzie, a jednocześnie podbitego nostalgicznym klimatem. Myślę, że taki Peckinpah gdyby żył, mógłby spokojnie wykorzystać ten numer w jednym ze swoich wywrotowych westernów. Przyznam szczerze, że nie jestem miłośnikiem koncertów, preferuję raczej słuchanie muzyki w domowym zaciszu, ale wiele bym dał żeby zobaczyć Austriaków na żywo. Myślę że by nas zmiażdżyli. Fantastyczna płyta!

 
     
     
     
  note :  9 / 10   
  author :  Stark  
         
         
         
  -->> BACK <<--  
 
© copyright 2007  Wszelkie prawa zastrzeżone. BEAST OF PREY Wydawnictwo Muzyczne 2001 - 2007