| |
Piszę te recenzje już chyba z trzeci
raz bo taki ze mnie informatyk jak etiopski rebeliant z leśnej
armii. No ale do rzeczy. Pewnie sporo osób już się pogubiło w tych
wszystkich 7-io calowych epkach z logo DER BLUTHARSCH. Tym razem
mamy jednostronną czarną vinylową płytkę z tylko jednym kawałkiem,
a ów wydawnictwo zostało specjalnie przygotowane na okazję
ubiegłorocznej trasy koncertowej BLUTHARSCH'a po Europie w
towarzystwie DEUTSCH NEPAL i BAIN WOLFKIND. Nie będę komentował,
że trasa oczywiście ominęła nasz kraj (a jakże mogłoby być
inaczej...), gdyż poleciałoby zaraz sporo niecenzuralnych słów,
więc lepiej przejdę do sedna sprawy, czyli muzy zawartej na tej
epce.
Od pewnego czasu można zauważyć iż Albin Julius ze spółką w
znaczny sposób upodobał sobie rytmiczne, wręcz ośmielę się użyć
słowa przebojowe i nieco darkrockowe klimaty, co mogliśmy już
spotkać na ostatnich materiałach z logo BLUTHARSCH'A na froncie. I
tak jest też tym razem. Jednostronna czarna epka z 6:17 minutami
muzy, która porywa, wciąga i cholernie mnie kręci. Niby nic
nadzwyczajnego - ot po prostu chwytliwy, gitarowy utwór z
perkusją, banalnie wręcz prostym refrenem oraz znakomitym wokalem
Albina. I tyle. Żadnych udziwnień, kombinacji czy innych
rozbudowanych aranżacji. Ta muza jest prosta niczym instrukcja
obsługi prezerwatyw, ale zarazem jakże piękna... Po raz kolejny
mamy przykład na to, iż najprostsze motywy są najbardziej
wciągające. DER BLUTHARSCH nadal miażdży i z niecierpliwością
czekam na nowy pełny album Austriaków w tym roku. Póki co odsyłam
do poszperania tu i tam za tą epką, chociaż podejrzewam, że
zdobycie tego czarnego kawałka vinylu jest bardzo mało
prawdopodobne, ale może komuś się uda! Rewelacja!
Faaaalaalaalaalaaaaa!!!! |
|