| |
Przyznam, że nie jest to pierwsza "koncertówka"
DER BLUTHARSCH z jaką dane mi było się zaznajomić. Poprzednie krążki ze
słowem "live" w tytule z powodu swojego co tu dużo ukrywać nie
najlepszego brzmienia nie powalały mnie niczym szczególnym na łopatki, a
jedynie stanowiły dla mnie swoistą ciekawostkę. Z lekką dozą niepewności
podchodziłem i do tej najnowszej koncertowej "produkcji" herr Albina
Juliusa i spółki. I co my tutaj mamy? A no moi drodzy ponad 30 minut
świetnej muzyki! Prawdziwą rewelacją jest kobiecy wokal Marthynny towarzyszący
Albinowi, który przewija się praktycznie w każdym utworze i z całą
pewnością dodaje nowego "błysku" w muzyce Austriaków. W zasadzie
wszystkie 11 kawałków na tym wydawnictwie zapewne są doskonale znane
wszystkim wielbicielom DER BLUTHARSCH, przez co "nóżka chodzi" i samemu
ma się ochotę wyśpiewywać poszczególne teksty wspólnie z grupą.
Niewątpliwym plusem tego krążka jest jego brzmienie - wszystkie
instrumenty jak i reakcje publiczności są bardzo dobrze słyszalne. Co do
samej muzyki, to muszę stwierdzić, iż przynajmniej na żywo nabrała ona
jeszcze większej energii i swoistej ewolucji - mam tu na myśli
intensywne wykorzystanie gitary akustycznej, ale i akordeonu, perkusji i
innych instrumentów dzięki czemu momentami aż ma się ochotę nieźle
pobujać w towarzystwie jakieś pięknej niewiasty;)) Tak, jak wspomniałem
wcześniej wszystkie kawałki są doskonale znane każdemu fanowi
BLUTHARSCH'a - mamy tu bowiem najlepsze kawałki z takich płyt jak
chociazby "The Track of The Hunted", "The Pleasures Received in Pain",
czy też genialnego "Time is Thee Enemy", tak więc doskonale wiadomo w
czym rzecz. Podsumowując, "Live at the Monastery" jest jak dla mnie
jednym z najlepszych materiałów koncertowych jakie dane mi było słyszeć
i jak najbardziej zachęcam wszystkich do poszperania i nabycia tego
albumu a gwarantuje, że nikt nie będzie zawiedziony.
Korzystając z okazji niestety muszę w tym miejscu trochę ponarzekać,
gdyż odbywająca się w kwietniu tego roku pokaźna trasa koncertowa DER
BLUTHARSCH po Europie po raz kolejny omija Polskę - cóż, jak widać
jesteśmy skazani na słuchanie BLUTHARSCH'a "na żywo" jedynie we własnym
odtwarzaczu... |
|