| |
Ręka w górę kto czekał na ten
album?! No tak, całe mnóstwo. Ręka w górę komu udało się nabyć w
Polsce ten krążek (nie jako mp3)?! Zapewne bardzo niewielu, o ile
w ogóle komuś... Mała dygresja przy okazji. Jakiś czas temu
podczas mojej korespondencji z Albinem zapytałem go czemu w Polsce
prawie nigdzie nie można dostać nowej płyty? Oto odpowiedź: "Nie
można w Polsce dostać nowej płyty?!!! Przecież mamy bardzo potężną
dystrybucje i album powinien być dostępny w każdym sklepie z
płytami" Mam coś jeszcze dodać????
Do rzeczy jednak. Nowa płyta DER BLUTHARSCH! I w zasadzie na tym
można by zakończyć ów recenzję. Wiele osób będzie bardzo
zaskoczonych tym albumem. Dla części będzie to płyta roku, część
powie, że jest to jakiś żart a jeszcze część że to nie może być
DER BLUTHARSCH. I poniekąd każdy będzie miał trochę racji. Z
drugiej strony można powiedzieć, że zespół się rozwija, poszukuje
nowych rozwiązań i cały czas się doskonali, ale jeśli ktoś z
różnych powodów zakończył swoją "edukację" z Blutharschem
powiedzmy na "Time is thee Enemy" będzie w nie lada szoku gdy
odpali sobie najnowsze dzieło Albina i spółki. Sam zespół w
obecnej chwili określa swoją muzykę jako dark rock i jest to jak
najbardziej trafne stwierdzenie a militaryzmu w Blutharschu teraz
tyle ile we mnie filipińskich korzeni etnicznych. Już pierwsze
dźwięki przywodzą na myśl nie tak dawną koncertówkę z Kopenhagi.
Dźwięki oparte w głównej mierze na gitarze elektrycznej, basowej,
perkusji oraz jakże charakterystycznym wokalu Albina i Marthynny
obecne są praktycznie od pierwszej do ostatniej sekundy. Do tego
szczypta elektroniki i mamy rockowy, rytmiczny i energetyczny
album, który nie zdziwiłbym się jakby znalazł się w ogólno
dostępnych mediach. Nie powiem, że jest to jakiś przełom gatunkowy
bo to wszystko już było, teraz DER BLUTHARSCH kroczy zupełnie inną
ścieżką, którą jedni mogą polubić, inni zaś nie. Osiem utworów
dających prawie godzinę muzyki przy których można potupać sobie
nóżką oraz po prostu dobrze pobawić i o ile "When Did Wonderland
End?!" można było uznać za album energetyczny to "The
Philosopher's Stone" bije to wszystko dwa razy bardziej. Wystarczy
posłuchać sobie ot chociażby utworów nr 2, 4 czy 8 (jak zawsze
utwory są bez tytułów) a mogę się założyć że wielu z Was
niejednokrotnie będzie brało ten album na wszelakie imprezy
towarzyskie. I taka jest właśnie ta płyta - rytmiczna, wesoła,
energetyczna, taneczna nawet można by rzec mimo kilku wolniejszych
i spokojniejszych fragmentów, które także się tu znajdują. Albin
chyba już na dobre wziął rozwód z neofolkiem czy militaryzmem i
skupił się na rockowym graniu a dowodem tego może być kolejny
cytat z moje korespondencji z liderem DER BLUTHARSCH, który
stwierdził: "Uniforms may change but rock 'n' roll will live
forever!" I tym miłym akcentem na zakończenie mogę Was jedynie
zachęcić do nabycia nowego albumu Blutharscha chociażby po to, aby
poznać nowe oblicze tej grupy. A czy polubicie je czy nie to już
zależy tylko od Was. |
|