| |
DER BLUTHARSCH
niewątpliwie zasłużył sobie na miano czołowego zespołu sceny
militarnej. O tym, że są rewelacyjni w studio udowodnili już
wcześniej. "Live in Copenhagen" jest dowodem na to, że przodują
również w graniu na żywo i wciąż potrafią zaskakiwać.
Płytę rozpoczyna dość długi wstęp, który jest prologiem do
prawdziwej muzycznej uczty. Rozpędzają się z olbrzymią prędkością
i nie zwalniają nawet na moment. Większość utworów zostało
zagranych w konwencji odbiegającej od tego, co znamy z nagrań
studyjnych, a nowe wersje są równie porywające i brzmią po prostu
świetnie. Ekipa Juliusa zagrała iście punkowy, energetyczny
koncert, w którym niczego nie brakuje. Pełen profesjonalizm i
wyczucie. Ciężkość, patos, specyficzna "toporność" niektórych
utworów zniknęły, za to kawałki zyskały na niesamowitej świeżości
i mocy. Słucha się tego wybornie. Pewna surowość i nieczystości,
które czasem się zdarzają w tym wypadku w ogóle nie przeszkadzają,
a wręcz przeciwnie - owa punkowa otoczka jak najbardziej służy DER
BLUTHARSCH. Nie ma tutaj jakichś wielkich eksperymentów
formalnych, ale myślę, że akurat w tym wypadku nie są one
konieczne.
Zestaw utworów też został perfekcyjnie
skompletowany. Jest
“Many Enemies bring much honour", mój ulubiony “Time is thee
enemy", czy "So bring your iron rain down upon me".
Co tu dużo gadać -
płyta zwala z nóg. Polecam wszystkim, bo to jedna z najlepszych "koncertówek",
jakie kiedykolwiek słyszałam. |
|