| |
Niestety większość z polskich
dark ambientowych projektów, które podesłały mi swoje materiały w
ostatnim czasie była strasznie nudnawym, ciągnącym się flakiem bez
ładu i składu, więc czekałem w końcu aż trafi w moje łapy coś
naprawdę ciekawego i wartościowego i... doczekałem się. Jak w
każdej poważnej recenzji wypada wspomnieć parę słów o wykonawcy,
tak więc za nazwą BURMA PROJECT stoi Marcin Burmiński - niestety
nie mam żadnych szczegółowych informacji, ale zdaję się, iż jest
to debiut Marcina pod tą nazwą.
Tak czy inaczej, ku mojemu zadowoleniu "Syntestezja" jest naprawdę
całkiem smacznym kąskiem dla wszystkich wielbicieli mrocznego,
ponurego, izolacjonistycznego dark ambientu. Osiem kawałków, które
wchodzi w skład ów albumu utrzymanych jest w takim właśnie zimnym
i pozbawionym jakichkolwiek oznak życia dark ambientowym klimacie,
który mnie przynajmniej pochłonął i zaciekawił. Muzycznie co
prawda nie znajdziemy tu niczego odkrywczego i nowatorskiego, z
resztą powiedzmy sobie jasno, że coraz trudniej o nowinki w tym
gatunku, ale muzyka Marcina naprawdę potrafi urzec i zainteresować
słuchacza. Podstawa to oczywiście lodowate, mroczne dark
ambientowe pejzaże z dodatkiem wszelkiej maści obowiązkowych w tym
gatunku szumów, buczeń i tym podobnych elementów, oraz gdzie
niegdzie pulsujących dronów. Całość może nasuwać skojarzenia z
twórczością np. LUSTMORD'a lub też projektów związanych z Cyclic
Law, tak więc wiadomo w czym rzecz. Jak zapewne się domyślacie
najlepiej słucha się "Syntestezji" późnym wieczorem, gdyż wówczas
dźwięki jeszcze dobitniej docierają do słuchacza wywołując
znakomity, pełen lęku nastrój. Całość bowiem brzmi niezwykle
ciekawie i sprawia, że można się całkiem nieźle zrelaksować i
zapomnieć przy słuchaniu muzyki Marcina, co jak najbardziej jest
plusem. Ja ze swojej strony jak najbardziej zachęcam do nabycia
tego krążka, a podejrzewam, że wielu sympatyków mrocznego i
tajemniczego dark ambientu będą zadowoleni.
Na sam koniec aby nie było aż tak miło, muszę dołożyć tu łyżkę
dziegciu. Eta Label - wydawca BURMY na swojej stronie informuje,
iż płytka jest wydana w formacie CD, a tak naprawdę jest to
poprostu płytka CDR... Zresztą cena 15 PLN była by zbyt pięknym
faktem w przypadku "cedeka". Drugi mankament to sam sposób wydania
krążka - ot po prostu zwykła plastikowa, przezroczysta koperta,
wewnątrz zginana na pół wkładka i nic ponadto - żenujące i nieco
śmieszne przyznacie sami... Mimo wszystko jednak warto sięgnąć po
ten materiał, gdyż muza jest naprawdę niczego sobie. Jeden z
ciekawszych krajowych debiutów w tym roku! |
|