| |
Są takie płyty, których za
cholerę nie da się opisać słowami i cokolwiek by się nie napisało
to i tak jest to zbyt proste i nieadekwatne to muzyki zawartej na
płycie. Z takim przypadkiem mamy tu do czynienia i w zasadzie nie
mam zielonego pojęcia jak zabrać się do przybliżenia Wam tego
albumu.
Od razu uprzedzam, że nie jest to "łatwa" i "przystępna" dla
każdego muzyka, a jeśli ktoś nie trawi pojęć "psychodelic" i "alternative"
to raczej powinien się trzymać z daleka od nowej produkcji BRASIL...
Przyznaje się bez bicia, że lubię ten zespół zwłaszcza na
koncertach, więc strasznie byłem ciekaw, tego co Mirt i spółka
zmajstrowali na nowej płycie i nie zawiodłem się absolutnie.
Nie będę Wam rozbijał tej płyty na "czynniki pierwsze", gdyż było
by to chyba bez sensu i nie na miejscu. Cóż, nie słyszałem albumu
"Legionowo" więc nie mam porównania do poprzedniej płyty, ale "Hi
Brasil is where we are" to jedna z najbardziej psychodelicznych i
wciągających płyt jakie ukazały się na polskiej "scenie" w 2007
roku. Ekipa BRASIL... stworzyła album, który jak dla mnie stanowi
doskonałe katharsis, album przy którym niejednokrotnie można
zapomnieć o szarym, nudnym świecie i przy słuchaniu którego,
obrazy aż same malują się w głowie. To już nie jest tylko muzyka,
ta płyta to sztuka i to przez duże "S". Sześć utworów i
każdy inny, każdy pełen emocji, nastrojów i piękna... Wracam do
tego albumu praktycznie codziennie od dobrych dwóch tygodni i za
każdym razem muzyka BRASIL... urzeka na nowo swoim nieco
zakręconym, ale jakże wciągającym klimatem.
Jak wspomniałem wyżej nie będę "rozbierał" tej płyty na
poszczególne struktury, dajcie tylko szansę "Hi Brasil..." a daje
sobie wiele uciąc, że pochłonie ona niejednego. Jak dla mnie
najlepszy "psychodeliczny" album 2007 roku przy którym świetnie
się odpoczywa i jeszcze piękniej śni... Chylę czoła przed
BRASIL'ami i już dziś czekam na następce "Hi Brasil is where we
are"!! |
|