| |
Na nowy album
BRANDKOMMANDO czekałem z niecierpliwością, poprzednie wydawnictwa
zwiastowały sukces kolejnych, ale czy "Welcome To Paradise" można
ustawić na tej samej półce co choćby "Time Of Violence" wydany w
Beast of Prey?
Okładka przyciągająca wzrok, w wkładce dwa zdjęcia ukazujące
koszmar III świata, głód i rozpacz. Surowe, oszczędne w grafiki i
upiększenia wydawnictwo.
Polski projekt wydany w zagranicznej wytwórni, potencjalny sukces?
Jednak nie, brakuje tym siedmiu utworom wyważenia, mamy oczywiście
sztandarowy power electronics oraz noise, ale tak niskich lotów,
że dostrzegam tendencje spadkową w formie tworzenia Karola W.
odpowiedzialnego za tenże krążek. Same burczenia, szumo-trzaski,
zapętlone, powtarzające się sprzężenia w większości utworów bardzo
do siebie podobne, to za mało by mnie zadowolić. Sama ideologia
anty-polityczna nie wystarczyła w tym przypadku do stworzenia
dobrego albumu.
Ryzykownym oraz pochopnym krokiem było zrezygnowania z sampli,
które tak radowały ucho słuchacza poprzednich wydawnictw
BRANDKOMMANDO. Oczywiście można dopatrzyć się lepszych momentów
podczas słuchania, jednakże mając na uwadze pierwszą płytę wydaną
w Beast of Prey "Achtung! Achtung Der Kommunismus Kommt", to
jestem zawiedziony.
W moim odczuciu najsłabsza płyta BRANDKOMMANDO, nieprzemyślana i
zbyt pochopnie wydana.
Licze, że kolejny album będzie lepszy. |
|