| |
Już na wstępie
wiadomo z czym mamy do czynienia a to za sprawą utworu o
jednoznacznym tytule "WAR WAR WAR….". Ponownie jak na poprzednich
albumach wymieszane w jednym kotle bezlitosne piski, szumy,
trzaski, motoryczne formy krzyku.
Utwór za utworem wydaje się być kontynuacją poprzedniego.
Bezpretensjonalne niszczycielskie noisowe struktury zapętlone w
ekstremalnym schemacie, a gdy już wydają się być nudne i pragnie
się przełączyć na kolejny utwór następuje zwolnienie wciągające w
drony, momentami czerpiąc z dark rotten ambientu z domieszką
sampli kto posłucha rozpozna mówce.
Całość wydawnictwa jest spójna , ciekawy koncept album. Można by
przyczepić się do trzeciego utworu gdzieś w okolicach trzeciej
minuty gdy nagle z soniczności następuje zmiana klimatu w mało
ciekawy sposób ale to tylko taki mały przytyk który nie psuje
ogólnej oceny płyty. Słuchając kolejnych utworów jest się wciąż
narażonym na dźwiękowe niuanse czy to utrzymane w klimacie power
electronics czy noise, dzięki temu nie jest to nudne czy też
jednostajne wydawnictwo.
Projekt BRANDKOMMANDO i tym razem stworzył ciekawą muzyczna
hybrydę, słychać rozwój a z drugiej strony surowe wręcz
minimalistyczne zamysły.
Słuchając tego albumu byłem zaskoczony mniejszą ilością sampli
które występowały na poprzednich wydawnictwach BRANDKOMMANDO,
aczkolwiek nie przechyla to szali w zła stronę. |
|