| |
A to ci niespodzianka!!
Podejrzewam, że bardzo wiele osób położyło już krzyżyk na tym
pomorskim projekcie - nie ukrywam, że ja również, a oto ku mojemu
zaskoczeniu mamy nowy album BISCLAVERET, wydany do tego na CD i to
w dodatku w izraelskim labelu The Eastern Front. Przyznam, że
byłem cholernie ciekaw tego, co zaserwowali wszystkim Thorn i
Dragos, wszak jakoś nigdy nie byłem fanem twórczości ów duetu i
przy moim całym szacunku dla obu panów uważałem ich twórczość za
dość zabawny i śmieszny żart, szczególnie słuchając "Aegri Somnia"
czy zwłaszcza żenującego "In Hortis". No ale, jako człowiek
wielkiej wiary jeśli chodzi o muzykę zapomniałem o dotychczasowych
materiałach i pełen nadziei odpaliłem sobie "Psyche noMine" w
odtwarzaczu. Zanim szczegółowo o muzyce, wypada parę słów
wspomnieć o samym wydaniu płytki, które jest naprawdę świetne -
rozkładana na trzy części tekturka z bardzo ciekawą oprawą
graficzną, za co należą się twórcy brawa.
Czas jednak wspomnieć o samej muzyce na "Psyche noMine". Cóż, nie
będę stosował żadnych "owijaczy" i polecę z grubej rury. Naprawdę
cholernie mi przykro, ale nowy album BISCLAVERET kompletnie do
mnie nie przemówił. Słowa samych twórców, jakoby ów album był
przełomem i wielkim krokiem na przód są jak dla mnie trochę, a
nawet więcej niż trochę na wyrost. W zasadzie już pierwsze dźwięki
pozwalają odgadnąć z jakim zespołem mamy do czynienia. Mało się
zmieniło jeśli chodzi o same kompozycje, w dalszym ciągu mamy te
same klawiszowe, dark ambientowe struktury okraszone wokalem
Dragosa. Niestety dość mocno się wynudziłem słuchając tego krążka,
ciekawych i bardziej interesujących a przede wszystkim świeżych
motywów jest tu jak na lekarstwo, a wierzcie mi, że przy mojej
sympatii dla chłopaków wiele razy przesłuchałem "Psyche noMine".
Brakuje tu przede wszystkim świeżości i bardziej interesujących
motywów, które przyciągnęły by słuchacza na dłużej, a tak to
całość wlecze się niemiłosiernie i doprowadza mnie osobiście do
odruchu ziewania, a to nie jest najlepszy objaw. Jedynym bardziej
interesującym fragmentem może być piąty w kolejności utwór "Akeldama
XIV" z tekstem A. Crowleya oraz nawet całkiem ciekawymi zgrzytami
w tle. Mimo wszystko jednak trudno szukać na najnowszym albumie
BISCLAVERET więcej ciekawszych fragmentów, a wokale w ostatnim
kawałku będące ni to lamentami, ni szeptami ni to nie wiadomo czym
wołają o pomstę do nieba / piekła (niepotrzebne skreślić).
Być może muzyka Pomorzan lepiej sprawdza się na koncertach ale
"Psyche noMine" słuchany w domowym odtwarzaczu nudzi maksymalnie i
ciągnie się jak flaki z olejem. Naprawdę cholernie mi przykro, bo
chciałbym napisać więcej ciepłych słów o tym albumie, ale niestety
nie mogę. Mimo wszystko trzymam za chłopaków kciuki, bo potencjał
z pewnością mają i mam nadzieję, że jeszcze pokażą na co ich stać.
Póki co jest jednak słabiutko niestety... |
|