| |
Czegóż można się spodziewać po epce BELBORN wydanej przez Percht Records?
Oczywiście surowego germańskiego neofolku konceptualnie skupiającego się
na tamtejszej mitologii. "Perchta" to limitowana do 365 egzemplarzy
produkcja dedykowana bogini o tymże imieniu. Tym razem jednak nie
słyszymy tylko akustycznej gitary i wokalu, ale całe mnóstwo różnych
innych odgłosów typu szumiący wiatr, szczekające psy, rozmawiający
mężczyźni, płynący strumyk. "Perchcie" jednak brakuje nieco spójności.
Mam wrażenie, że całość sklecona była w pośpiechu i trochę bez głowy.
Ale może i taki był zamysł BELBORN. Może płytka miała być taka surowa,
przypominająca raczej terenowe nagranie z nocnej wyprawy do alpejskiego
lasu niż zwykłe studyjne piosenki. Generalnie da się tych kilkunastu
minut posłuchać bez większego bólu, ale podejrzewam, że pełnoczasowej
produkcji w takim stylu bym nie zniósł. Chyba jednak wolę starsze
propozycje BELBORN. A z produkcji Percht Records, które ostatnio do mnie
dotarły zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu epka STURMPERCHT, o
której w stosownej recenzji gdzieś niżej. |
|