| |
Po ostatnim, co tu dużo ukrywać dość
nudnym krążku tego jednoosobowego projektu zatytułowanym "Seishinbyouin",
Simon Heath uraczył nas kolejnym, trzecim już swoim albumem o podobnie
orientalnym tytule "Kapnobatai". Zdradzę, że nie jestem jakimś
szczególnym fanem twórczości ATRIUM CARCERI, tym bardziej nieufnie i z
pewną dozą ostrożności brałem się i za ten album. Początek "Kapnobatai"
jest co prawda jeszcze całkiem obiecujący. sporo jest mrocznych, dark
ambientowych naleciałości które mi osobiście przywodzą na myśl twórczość
DESIDERII MAGRINIS, a zatem mroczne, pulsujące dźwięki, które
przyozdobione zostały przez jakieś japońskie wokale, oraz orientalne
motywy, co brzmi całkiem ciekawie. Przez chwilę nawet zaczęła mi się ta
płyta podobać, ale z biegiem czasu jest już jednak coraz gorzej i po raz
kolejny mamy do czynienia z monotonią niczym przemówienia braci
Kaczyńskich. Całość jakby traci swój charakter z początku i zamiast
ciekawych i trzymających w napięciu kompozycji mamy bardzo przeciętne,
znane już z setek tym podobnych, dark ambientowych płyt motywów, które
mnie przynajmniej ani przez chwilę jakoś zbytnio nie zainteresowały.
Absolutnie nie mówię, iż jest to bardzo słaba płyta, lecz na pewno
bardzo, ale to bardzo przeciętna, jakich pełno. Niby są odpowiednie dla tego
typu grania mroczne szumy i buczenia, ale niestety brak w muzyce pana Simona oryginalności i co najważniejsze własnego wykreowanego stylu,
który był by od razu rozpoznawalny, a orientalne motywy w niczym
szczególnym nie pomagają. Może jeszcze końcówka tej płyty zasługuje na
ciekawszą uwagę - znalazło się bowiem kilka interesujących, nieco
industrialnych motywów, które nawet mnie zaciekawiły, ale niestety jest
ich bardzo mało. Dla zaczynających swoją przygodę z klimatami dark
ambientowymi jest to może i ciekawy krążek, ale dla wszystkich
siedzących już w tej muzie dłużej jest to kolejny taki sobie materiał,
który może i jest dobry na 1-2 przesłuchania i nic poza tym. Już o wiele
bardziej polecam chociażby ostatni krążek wspomnianego już DESIDERII
MARGINIS, niż "Kapnobatai". Ot po prostu taka sobie średnia płyta i nic
więcej... |
|