| |
Po kilku latach milczenia ASMOROD
wraca z nową, co tu dużo mówić, genialną płytą zatytułowaną "Hysope".
Steinklang Records ostatnio nieźle mnie rozpieszcza. Wydali kilka
doskonałych płyt w ostatnim czasie, a następne już czekają w kolejce.
ASMOROD, to głęboki, emocjonalny dark ambient, raz zabierający słuchacza
w podróż po ciemnych lochach i opuszczonych katedrach tak jak to robi
choćby RAISON D'ETRE, w paru momentach zostajemy wessani w lustmordowską
kosmiczną próżnię. Częściej jednak słychać z głośników odgłosy natury
takie jak szum strumienia czy śpiewające ptaki, co zbliża "Hysope" do
twórczości projektów parających się organicznym ambientem takich jak
ALIO DIE czy NECROPHOROUS. Ta przygotowana przez Nicolasa D. Faure
mikstura dała nam najlepszy jak na razie darkambientowy album 2006. W
przeciwieństwie do wielu ambientowych produkcji, nie nuży. Utwory są
zróżnicowane, dzieje się w nich sporo nawet w obrębie jednego numeru.
Czasem króluje w nich groza, czasem nostalgia.
Okazjonalnie pojawiają się nieziemskie wokalizy autorstwa eLL z SUI
GENERIS UMBRA. Doskonale się komponują z resztą muzyki, właściwie
pełniąc rolę kolejnego instrumentu. Całość skąpana jest w orientalnej
otoczce, co wprawdzie jest ostatnio dość popularne (wystarczy wspomnieć
choćby ATRIUM CARCERI), ale mnie specjalnie nie przeszkadza.
"Hysope" wciąga. Wciąga jak cholera. Omamia, oplata swymi mackami,
wgryza się w mózg i nie chce puścić. Łazi mi po głowie w pracy, w
autobusie, w sklepie. Kiedy tylko wracam do domu od razu zapuszczam
ostatnią płytę ASMORODA. Mimo, że trwa bite 70 minut, ja chciałbym
jeszcze więcej.
Jestem pewien, że jeśli podobały wam się poprzednie produkcje Nicolasa
czy to pod szyldem ASMOROD, czy KUROTOKAGE, to i wy dacie się uwieść "Hysope". |
|