| |
Kiedy w moje ręce
wpadła kolejna płyta francuskiej formacji ARTESIA, byłam szalenie
ciekawa jakie zmiany zaszły w ich muzyce od wydania debiutanckiego
krążka "Hilvern".
Nie będę ukrywać, że do ich debiutu miałam wiele zastrzeżeń, a "Chants
d`automne" powtarza błędy z pierwszego albumu.
Dziewczyny z ARTESII tworzą muzykę bardzo nastrojową. Klimatycznie
jest to zbliżone do dokonań ARCANY, czy TOBAR DE MORTE. Jak
przyznają same, inspiracją były dla nich filmy takie jak "Władca
pierścieni", czy "Ostatni Mohikanin" i właśnie klimat ścieżek
dźwiękowych z tych filmów chciałyby odtworzyć w swojej muzyce.
Wracając jednak do zarzutów - "Pieśni Zimowe" to znowu strasznie
monotonna płyta. Utwory są za długie, cała płyta powinna zostać
skrócona o połowę. Miałam nadzieję, że może spróbują bardziej
urozmaicić kompozycje, a tu znowu nuda. Przyznam, że idealnie
słucha mi się ARTESII przed snem, bo ta płyta po prostu usypia.
Wyróżniają się na niej najwyżej trzy kawałki, w tym całkiem dobry
"Sous la lune densante", w którym słychać echa inspiracji muzyki
irlandzkiej. Poza tym cała płyta brzmi jak jeden za długi utwór -
kołysanka. Słowo "kołysanka" pasuje tu idealnie - w wielu utworach
nie ma słów, tylko właśnie takie "kołysankowe nucenie". Jeśli
pojawiają się teksty, dotykają głównie tematyki związanej z lasem,
przyrodą, tajemnicą. Największym plusem są niewątpliwie
przepiękne partie skrzypiec. Głosy dziewczyn są bardzo nastrojowe,
a język francuski bardzo dobrze wkomponowuje się w ogólny klimat..
Mam nadzieję, że coś się zmieni w twórczości ARTESII. Myślę, że
mają potencjał , ale nie potrafią za bardzo go wykorzystać. Jak na
razie popełniają zbyt dużo błędów, by można się było zachwycić tą
płytą . |
|