| |
Nie ukrywam, że byłem dość
mocno zaskoczony gdy otrzymałem ten materiał. Czym było
spowodowane owo zdziwienie? Ano tym, iż szukając na okładce labelu
odpowiedzialnego za wydanie tego albumu spostrzegłem napis "self
release". Pierwsza myśl, która przyszła do głowy brzmiała: "Co do
cholery, nie było chętnego na wydanie ARTEFACTUM?". Dopiero
później mając okazję porozmawiać z Merissą okazało się, iż
urodziwa dama odpowiedzialna za ARTEFACTUM postanowiła nie
oglądając się za siebie wziąć sprawy we własne ręce i samemu wydać
"Rosarium Hermeticum" za co należy się niewątpliwie Merissie
szacunek i respekt.
Od razu wypada wspomnieć o bardzo starannym i eleganckim wydaniu
płytki - tekturka A5 z naprawdę bardzo ładną oprawą graficzną, co
niewątpliwie jest dużym plusem. Czas jednak parę słów o tym co na
krążku. Na dobrą sprawę "Rosarium Hermeticum" to dalsza część
drogi obranej już na poprzednim albumie "Chaos Elements". Już
pierwsze dźwięki przynoszące śpiew ptaków i delikatne dark
ambientowe szumy wskazuje klimat, w jakim utrzymana jest ta płyta.
Muzycznie mamy tu bowiem mroczny, nastrojowy i nieco melancholijny
dark ambient wysokich lotów z całą masą bardzo fajnych tajemnych
szumów, buczeń i tym podobnych darkowych dźwięków uzupełnionych o
delikatne szepty Merissy. Całość jest bardzo klimatyczna i
wprowadza w naprawdę sympatyczny, momentami nieco hipnotyczny
transowy nastrój, co jak najbardziej do mnie przemawia. Chwilami
jest nawet bardziej rytmicznie, jak w trzecim kawałku: "Sperm of
the Philosopher: sweet kisses at the saturnine night" (świetny
tytuł przyznacie sami;)) gdzie obok delikatnych szumów mamy
rytmiczne uderzenia i stukoty, które nawet całkiem nieźle
komponują się z całością. Gdzie niegdzie odgłosy wiatru, krople
deszczu i tym podobne elementy wymieszane z delikatną melodią w
tle oraz głosem Merissy sprawiają, że naprawdę chwilami można w
bardzo miły sposób zasłuchać się i odpłynąć przy dźwiękach
ARTEFACTUM, co nie często się zdarza w tym gatunku muzycznym.
Zapewne zatwardziali maniacy mrocznego dark ambientu powiedzą, iż
jest to zbyt słodkie i kobiece - i pewnie coś w tym jest, lecz
mimo wszystko efekt końcowy, jaki powstał jest naprawdę bardzo
dobry i płyty słucha się z przyjemnością. Merissa uzyskała już
własny, rozpoznawalny styl wśród naszych krajowych, dark
ambientowych projektów i mam tylko nadzieję, iż kolejne albumy
będą stały przynajmniej na tym samym poziomie co "Rosarium
Hermeticum" jak nie na wyższym. Pozycja polecana nie tylko
kobietom!! |
|