| |
Przenieśmy się na moment
do górnej Austrii, w okolice Alp Salzburgskich.
To tutaj położona jest jedna z najstarszych w dziejach cywilizacji
osada-Hallstatt.
Niezwykle malownicze miejsce, w którym znajdują się słynne, ręcznie
malowane czaszki.
Właśnie ta niewielka górska wioska stała się inspiracją dla długo
oczekiwanego, nowego albumu legendarnej formacji ALLERSEELEN. Od czasu
ostatniego albumu "Abenteuerliches Herz" minęło w końcu już pięć lat. "Hallstatt"
to swoisty powrót do przeszłości.
Niekwestionowany lider grupy - Gerhard Petak swoje dzieciństwo spędził
właśnie w okolicy Hallstatt i jak twierdzi, wizyty w tym miejscu wywarły
na nim wielkie wrażenie.
Muzyka znajdująca się na tym niezwykłym albumie jest w pewnym sensie
zbudowana na dualizmie. Bardzo dobrze wyraża się on we fragmencie tekstu
R.N. Taylora: "Our life/but a spark in the night / Our life/but the
setting of the sun."
Z jednej strony znajdziemy tutaj niezwykle rytmiczne utwory, przy
których niełatwo ustać w miejscu, zdawać by się mogło wręcz radosne. W
każdym z nich jest jednak coś niepokojącego. Ledwo zauważalny cień,
który zapowiada coś smutnego, może i nawet tragicznego. I odwrotnie - w
apokaliptycznych tekstach znajdujemy niewielką szczelinę przez którą
próbuje przedrzeć się strumień światła.
Miłość naznaczona piętnem śmierci, człowiek znajdujący się pomiędzy
dwiema idealnie czarnymi wiecznościami, poszukujący siły i wiary by nie
odejść z pustymi rękami. Krajobraz dzikiej przyrody i wciąż rozlegający
się śpiew umarłych...
To tylko niektóre z tematów pojawiających się na płycie. Większość
tekstów to wiersze. Wiersze takich znakomitości jak Goethe, Hesse,
Hebbel, czy Nietzsche.
Pojawia się również jeden wiersz Gerharda i niezwykły egzystencjalny
tekst R.N.Taylora z CHANGES - jedyny utwór wykonywany w języku
angielskim, w którym Taylor również użycza głosu. Nigdy nie byłam fanką
Changes, ale ten utwór wywarł na mnie naprawdę niesamowite wrażenie.
Jeśli chodzi o dźwiękową sferę płyty, to pojawia się tutaj całkiem sporo
brudnych, cięższych gitarowych fragmentów, jak np. w instrumentalnym "Darkness".
Jest to moim zdaniem jeden z najlepszych momentów na krążku. Mniej w nim
elektroniki, więcej wspomnianych ciężkich, gitarowych dźwięków w
towarzystwie pianina, dzwonków i basu. Podobnie w kolejnym wyśmienitym
apokaliptycznym "Haven has collapsed", przy którym można odczuć dreszcze
na całym ciele. W "Whith no witness" pojawiają się industrialne dźwięki
obok gitarowych przesterów.
Oczywiście jest też wiele kawałków w stylistyce znanej chociażby z płyty
"Venezia". Rytmiczne, oparte na powtarzalności, melodyjne utwory z
dużą dawką elektroniki, różnorodnych przeszkadzajek, fuzz bassu i
cudownych, charakterystycznych dla ALLERSEELEN partii skrzypiec.
Wszystko oczywiście idealnie wyważone, są także momenty bardziej
spokojne i nostalgiczne, jak "Black Raven", w którym głos Gerharda brzmi
wyjątkowo. Bardzo tajemniczo i hermetycznie. Jako ciekawostkę dodam, że
na płycie pojawiają się także dźwięki ludzkich kości, użyte już przez
muzyków w ich wcześniejszych realizacjach.
"Hallstatt" jest płytą niezwykłą i bardzo wyrafinowaną. To bez wątpienia
jedna z najciekawszych realizacji w dorobku zespołu. |
|