|
I oto drugie obok "Cherries"
wydawnictwo rosyjskiego AGNIVOLOK wydane w zeszłym roku przez
izraelski label The Eastern Front. W tym przypadku mamy do
czynienia z reedycją materiału z 2001 roku, wydanego pierwotnie na
vinylu przez rosyjski label Stateart w 2002 roku. "Cherries", jak
wspomniałem gdzieś wyżej w recenzji prawie wcale nie przypadł mi
do gustu i podchodząc do tego albumu byłem bardzo sceptycznie
nastawiony do muzyki Very i jej towarzyszy, no ale postanowiłem
dać jej szansę i niestety na nic się to zdało.
Co prawda pierwszy kawałek jeszcze całkiem obiecujący - nieco
ostrzejsze, harsh industrialne intro, ale dalej mamy niestety to,
co mogliśmy spotkać na poprzedniczce. A zatem w dalszym ciągu
podstawą muzyki AGNIVOLOK jest akustyczno - instrumentalna muzyka
oparta o gitarę akustyczną, basową czy też flet z domieszką
eksperymentalno - elektronicznych elementów. I tak, jak poprzednio
w roli głównej występuje pani Vera ze swoim powiedzmy sobie
szczerze nieszczególnym wokalem, na który dostałem uczulenia. Nie
ukrywam, że nie znoszę takiego wycia, jakie ma tu miejsce i na
dobrą sprawę ów wokalu mogło by równie dobrze nie być, ale mimo
wszystko nie będąc do końca złośliwym warto zaznaczyć, iż jest tu
kilka ciekawych fragmentów. Plusem jest niewątpliwie w miarę
umiejętne łączenie muzyki instrumentalnej z elementami
elektronicznymi - jak chociażby w tytułowym kawałku, gdzie obok
gitary akustycznej mamy rytmiczne uderzenia, stukoty i delikatne
szumy w tle, co nawet chwilami wypada całkiem nieźle. Podobnie,
jak na "Cherries" wszystkie teksty Very wyśpiewywane są w języku
rosyjskim, więc dla wielu zapewne okażą się niezrozumiałe. Wypada
także dodać, iż opisywana właśnie reedycja zawiera także bonusowy
utwór "Angels", który chyba jest najbardziej godną polecenia
kompozycją na tym krążku.
Podsumowując, "Sculptor" podobnie jak i poprzedni materiał
AGNIVOLOK w żaden szczególny sposób nie powalił mnie na kolana, a
wielka szkoda gdyż The Eastern Front jak do tej pory miało na
koncie naprawdę bardzo dobre wydawnictwa a tutaj mamy do czynienia
co najwyżej ze średniactwem i to jeszcze naciąganym. Raz można
przesłuchać, po czym płyta ląduje na półce. |
|