| |
Nie ma takiej burzy,
która nie ustałaby wraz z Jego szeptem.
W "Inwokacji" przecież schodzisz do Jego bram. Tam słowa
przeklętych unoszą się nad ich głowami niczym klątwa. On wyszepcze
każde z nich.
Nie ma takiej ciszy, która po burzy nie spadłaby jako deska
grobowa w imię przeznaczenia, oko w oko z samotnością.
Wciąż Jego wyziew czuję na karku. Spotkanie z Nim to właśnie ta
cisza. Kiedy słuchasz jak osacza cię dźwięk, schodzisz wciąż na
niższe poziomy własnej świadomości, aż do bram podświadomego. Oni
by tego chcieli, więc idziesz dalej. Przecież nie ma takiej ciszy.
Dziewięć kręgów piekielnych nie zamyka się w przestrzeni nut, bo
przecież nie ma takiej burzy. A jednak...
Od pierwszych sekund "Temple I" uderza mnie, tak jakby dawał w
twarz. On gra, Ty zamierasz. Może to tylko mój dialog z Nim...
Druga w nocy, kolejny bezbożny dzień, kamienne labirynty na
słuchawkach; wtedy On siedzi na ramieniu. Mentalne osłupienie.
Dźwięk Geniusza. On wyziera zza ścian, wciąż te same słowa
przeklętych.
Wspaniałe otępienie, czarne korytarze własnych kreacji. Cudowne
połączenie COPH NIA i RAISON d’ETRE oraz PROFANUM. Inspiracja
filozoficznym zejściem w kręgi zaświatów. Jeden z najdoskonalszych
albumów podziemnych podróży. Wąskie labirynty wykłute zostały w
tych dźwiękach. Godne osłupienia, warte odrętwienia. Ten album to
jedność. Jedność tylko dla porządku podzielona na tytuły. Czymże
jest ten nędzny porządek, kiedy on spada cicho na zmysły, otępia i
wyostrza jednocześnie. Nędzna kreatura człowieka w doskonałym
dziele kreacji podziemnych zebrań. On tu jest. Uwielbiam te
zejścia o trzeciej w nocy.
"Phobia". Przyznaję, że takie zniewolenie to najdoskonalsza metoda
spotkania się z najintymniejszymi dźwiękami podświadomości.
Jest wszystko, czego trzeba. Szepty szatańskie, dzwony kościelne,
zimne mury podziemnych korytarzy, zebrania potępionych dusz.
Psychodeliczny ambient w najmroczniejszej postaci, stan doskonały
najniższych pokładów energii.
Świętokradzkie upodobanie zmysłów, rozciąga zwoje
zmysłowe na pokorne nici niewiedzy. Głowa pełna kamieni. On tu
jest. Ciężko w powietrzu, on wisi nad głową. Apogeum nastaje w "Hic
aberam.
Absum. Abero."
Czuję, jak on jest w stanie doskonałym. Spięcie się w sobie o
piątej rano. Dialog na ostrzu noża. Obudziła mnie "Phobia". Płyta
zapętlona - opętanie, trans, katharsis, gnoza i znów dialog
szeptem. Nie ma końca, nie ma początku, kres podróży jest, gdy
narodzisz się ponownie. |
|