| |
I oto druga obok
DUSTMUFFIN & THE ALUMINUM CANS najświeższa pozycja w katalogu
włoskiego labelu Punch Records. Projekt 1997EV, bo o nim właśnie mowa
istnieje już parę lat na scenie, ale jak do tej pory nie dane mi było
nic słyszeć o tejże grupie. Materiał "dead.ends.sinful" powstawał przez
5 długich lat, ale to, co dotarło do nas w efekcie końcowym jest
naprawdę niczego sobie.
Muzycznie bowiem mamy tu połączenie chwilami mrocznego i złowieszczego
dark ambientu ("wetSun7") z bardziej psychodelicznymi i rytualnymi
klimatami. Praktycznie poza pierwszym kawałkiem, cała płyta oparta jest
na dźwiękach gitary akustycznej, jak również elektrycznej z dodatkiem
męskiego wokalu. Poszczególne kompozycje są stosunkowo rytmiczne i miło
się nawet ich słucha. Wygrywane dźwięki gitary akustycznej wprawiają
chwilami w nieco jakby hipnotyczny i transowy stan, który towarzyszy nam
praktycznie przez cały materiał. Na szczególną uwagę zasługuje może
jeszcze utwór "A Dark Sides Miracle" - nieco interesujący kawałek oparty
o gitarę elektryczną oraz nieco chwytliwy refren. Mimo to, iż "dead.ends.sinful"
nie jest żadną rewelacją, to jednak chwilami wytwarza ona całkiem
sympatyczny klimat. Momentami słuchając 1997EV można odnaleźć lekkie
skojarzenia na przykład z ostatnim krążkiem WERMUT - notabene także
wydanego przez Punch, ale może jest to tylko moje skojarzenie...
Płyta z pewnością nie należy do tych, które są łatwe w odbiorze i pewnie
parę osób nie "strawi" tego krążka, ale jeśli ktoś lubi nieco pokręcone,
awangardowe i psychodeliczne klimaty, to może spokojnie sięgnąć po ten
materiał. Mnie "dead.ends.sinful" jakoś szczególnie nie porwał, ale z
drugiej strony nie jest to też materiał zły. Wszystkim poszukiwaczom
zatem odmiennej, pokręconej i bardziej wymagającej muzyki 1997EV polecam
jak najbardziej, a reszta pewnie i tak sobie odpuści... |
|