<%@ Language=VBScript %> BEAST OF PREY - DARK MUSIC MAGAZIN  ::  d a r k   a m b i e n t  ::  i n d u s t r i a l  ::  n o i s e  ::  d a r k w a v e  ::  p o w e r    e l e c t r o n i c s  ::  n e o f o l k

ENGLISH VERSION
 
 
:: NOWOŚCI ::
:: KONCERTY ::
:: RECENZJE ::
:: WYWIADY ::
:: ARTYKUŁY ::
:: GALERIA::
:: MAGAZYN ::
:: RELACJE ::
:: KONKURSY ::
:: PLEBISCYT ::
:: LINKI ::
:: KONTAKT ::
 
  :: R E L A C J E ::  
  *************************************************************  
     
   
 

V WROCŁAW INDUSTRIAL FESTIVAL - 06-12.11. 2006

 
     

Występy zaczęły się od performance'u "Zone", zaprezentowanego przez dwójkę Francuzów i Polkę (Francois R - Dorota Kleszcz - David DF Tavares). Muzyka, dźwięki, recytacja były dopełnieniem obrazów, które pojawiały się na ekranie. Tematem występu tria była refleksja nad kondycją człowieka w świecie zdominowanym przez technologię, jej wpływ na jakość relacji międzyludzkich.

Następnie na scenie zainstalowała się JOB KARMA, występ ich ponownie został uzupełniony przez wizualizacje, tą sama którą można było oglądać podczas CP. Bardzo szanuję Job Karmę jednakże bardziej się sprawdzają w kameralnych warunkach (tj. RYTUAŁ), tudzież na płytach. Wiele osób i ja również byliśmy zauroczeni głębią wyrazu. Elektroniczne brzmienia wypełniły salę, zalewając ją falami dźwięków i zlewając się z obrazem.
Podobnie rzecz się miała z gwiazdą wieczoru IN THE NURSERY,
która grała na żywo do filmu "A Page of Madness" z 1927 roku. Projekt ten porwał widownie w krainę kwitnącej wiśni sprzed wieku , miejsca gdzie szaleństwo kiełkuje pośród tłumu w zakładzie psychiatrycznym. Wszystko dookoła pogłębia osamotnienie i stany lękowe,  IN THE NURSERY doskonale wpisało się w klimat wizualnej prezentacji szaleństwa rodem z krainy samurajów.
Dwa poziomy niżej wystąpił C.H. DISTRICT, Mirek ponownie zachwycił technicznym podejściem do elektroniki , jak dla mnie jeden z najlepszych live actów jakie widziałem. IDM  z najwyższej półki. Można było dostrzec, że ludzie byli zachwyceni, co dla mnie jest wystarczającym testem dla Mirka. Bardzo ciekawie i ambitnie.
Po nim zainstalował się Wiktor Skok (JUDE) i zaczęła się potańcówka, przepełniona harsh/bruit/ rythm dźwiękami, ogólnie jestem wielkim fanem jego setów i o obiektywizm u mnie w tym przypadku trudno.

11 listopada, jak co roku, drugi dzień festiwalu był zdominowany przez klimaty neofolkowe, chociaż zaczęło się od grupy EINLEITUNGSZEIT, która zafundowała publiczności piekło.
Grali głośno, hałaśliwie, ekstremalna odmiana terror Death industrialu budując na scenie pulsującą ścianę dźwięku. Ktoś na scenie iskrzył, tnąc się gumówką, na ekranie rytualne zabawy z ogniem i stalą. EINLEITUNGSZEIT zrobił duże wrażenie, zaczynając z grubej rury. Następnie salę wypełniły delikatne dźwięki i wokal CLAUSTRUM, którego muzyka przyozdobiona była bardzo ładnymi zdjęciami i filmami w czerni i bieli, lecz poczucie bezpieczeństwa zniknęło po jakiś 20 minutach gdy Urban sound zamieniło się w Power Electronics , gdybym zamknął oczy pomyślałbym ze słyszę Brighter Death Now.. Po tych dwóch występach na scenie pojawili się Węgrzy ze SCIVIAS i szczerze mówiąc,  niczym mnie nie zachwycili , niby grali transowo, troszkę jak GONG, lecz to zbyt mało by mnie urzec . Kolejny występ to ARANOS, człowiek starszy, grający na skrzypcach, lubiący na scenie poskakać, powygłupiać się .Jednak, z grubsza okrutnie nudził,  Następnie Zainstalowało się HEKATE. Było magicznie, energetycznie i po niemiecku. Widać było, że granie sprawia muzykom radość: z uśmiechem walili w bębny i śpiewali, zawodzili jakieś „krzyżackie mantry:>”. Jako ostatni zagrał GAË BOLG - zespół inspirujący się średniowieczną ludową kulturą francuską, pieśniami bardów i rycerzy. Jak dla mnie troszkę zbyt prześmiewczo , i nie podobało mi się, po jakiś 20 minutach po prostu opuściliśmy ich występ.



W ostatni dzień większości występów przyświecało taneczne podjecie do industrialu. Dym, stroboskop. Lecz wpierw COLD FUSION / RUKKANOR, ogólnie fajne projekty ciekawe i twórcze, ale lepiej prezentują się na płytach czy splitach . Koncertowo bardzo nużąco i drobne problemy techniczne sprawiły, że bardzo chciałem by skończyli. Ale jeśli by uzupełnili swój występ o wizualizacje, może wtedy było by lepiej. Ogólnie liczę na Progress.
MONOLITH  oraz
AH CAMA - SOTZ  dwa projekty kiedyś
związane z najlepszymi tj. Hybryds, Sonar, co nie pozwala powątpiewać w ich kunszt i warsztat muzyczny. Obydwa projekty zabrały widownie na ebm/trans – dance floor.

Bardzo dobrze się bawiłem, również DIVE będący kolejną, a zarazem jedną z gwiazd sprawiła że chciałem więcej, a więcej dostałem podczas afteru. I znów W.Skok , zaserwował sporą dawkę Power - noise, EBM, Electro no i na zwieńczenie Pagan neofolk.

Ostatni dzień skończył się o szóstej, i biegusiem na pociąg i do Poznania.
Festiwal uważam za bardzo udany. Po pierwsze ze względu na swoją różnorodność, ale także, mam na uwadze wkład organizatorów  (bo przecież sam festiwal był poprzedzony wystawami, wykładami ).

WIF zgromadził śmietankę sceny industrialnej z różnych stron świata, co też świadczy o poziomie.

 

 

 

relacja: Jacup_H

       
       
     
 
© copyright 2007  Wszelkie prawa zastrzeżone. BEAST OF PREY Wydawnictwo Muzyczne 2001 - 2007